Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

niedziela, 29 grudnia 2024

Od Sybira ciąg dalszy Tegai ~ "Opatrzność losu"

 Sybir, dopiero od tak długiego czasu, mógł zaznać porządnego snu. Bez koszmarów, które zwyczaj miały dręczyć go każdej nocy. Koszmar o bitwie, ofiarach jakie zbierała, niby żniwiarz dojrzałe plony. Tymi plonami byli polegli. Stanął w progu, rozczochrawszy nieco grzywkę, bo skroń swędziała go nieznośnie. Tegaja musiała usłyszeć jego kroki, bo podeszła do niego z ciepłym, niemalże matczynym uśmiechem.
— Jak minęła noc? Śniadanie gotowe, jedz tyle, na ile masz ochotę. Jeśli zabraknie, zrobię więcej.
Sybir wyszczerzył kły w lekkim, zadziornym uśmieszku i wydał z siebie chichot, wraz z wtórującym mu cichym, przeciągłym mruknięciem. Podziękował wdzięcznym skinieniem głowy i pozwolił sobie zająć miejsce obok Tegai, co najwyraźniej się tego nie spodziewała. Przysunął do siebie wiklinową miseczkę z bochenkami świeżego chleba, nachyli się, powąchał i momentalnie poczuł, jak ślina falą napływa mu do pyska. 
— Na śpiew wodniczek, jak to pachnie - oznajmił z zachwytem samiec i urwał sobie kawałek miękkiego chleba, nałożył nań masło, miód i śmietanę, po czym wchłonął go z lubością na twarzy. Skórka przyjemnie chrupała, miód i śmietana zadziałały na kubki smakowe, jak symfonia dla uszu. Wyśmienicie. Samiec nie mógł tego wiedzieć, bo obecnie był zajęty jedzeniem, że Tegaja z ciepłem w oczach zerkała na niego i co jakiś czas, obdarzała go stłumionym chichotem. 
— Musisz mieć apetyt.
— Niemalże wilczy - zerknął na nią z ukosa, posłał jej tajemniczy uśmiech, mrugając figlarnie do niej okiem. Tegaja, jak się tego samiec spodziewał, spaliła buraka na policzkach. Był ciekaw jednak tego, co samica myślała o nim, i czy jakieś plany wobec niego ma. Kiedy wchłonął szósty kawałek chleba z miodem, poczuł się pełen sił i nabrał mnóstwo pozytywnych myśli, a co za tym szło, wpadł w całkiem wyśmienity humor. 
— To co dzisiaj będziemy robić? 
— Pomyślałam, że dzisiaj zajmę się strychem. Muszę tam trochę posprzątać, bo pozostałości po poprzednim właścicielu walają się tam i niepotrzebnie kurzą. 
— Z chęcią Ci pomogę. W końcu obiecałem - dodał pośpiesznie, kiedy spostrzegł, że wadera miała już zareagować wymijająco — zaoferuję Ci moje łapy do pomocy. Chcesz z tym wszystkim męczyć się sama? 
— No nie, ale...
— Nie chcę słyszeć żadnych "ale"... nie mieszkam tutaj za darmo. 
A przynajmniej do czasu, aż otrzymam odpowiedź od dowództwa, pomyślał w duchu Sybir, ale nie tracił swojego uśmiechu. Dopóki u niej mieszkał, miała prawo czuć się przy nim bezpieczna. Był przygotowany na każdą ewentualność użycia siły, jeśli zajdzie taka potrzeba - żaden bandzior albo okoliczny domokrążca nie odważy się zagrozić tu komukolwiek. 
Samica, wiedząc już, że nic nie wskóra, uśmiechnęła się jedynie. Dopiwszy ostatni łyk soku, Tegaja zagryzła jeszcze kawałkiem chleba i odrobiną wędliny, proponując samcowi to samo. 

sobota, 28 grudnia 2024

Od Calem'a/Itami do Atrehu ~"Druga strona róży"

Calem dzisiejszego dnia nie miał zamiaru nawet wyściubić nosa za drzwi swego domu. Nie miał na to nastroju ani czasu. Cieszył się w sumie, że w swoich czterech ścianach miał nieskazitelny spokój. Nawet okna zamknął, by szum liści nie zakłócał jego myśli. A myśli jego były w tamtym momencie delikatne, płoche niczym skrzydełka motyla, który zerwałby się do lotu nawet przy najmniejszym wietrzyku. Śledził wzrokiem cienkie linijki tekstu księgi, według której alchemia organiczna sprowadzała się do tego, co działo się w organizmach wszystkich żywych stworzeń. To, co działo się w wewnątrz, czyli cyrkulacja dwutlenku węgla i tlenu w płucach, trawienie z udziałem kwasu i enzymów trawiennych w żołądku, dwunastnicy i jelitach, definiowało słowo, tak dobrze znane każdemu, kto oddychał, czuł i myślał. Życie. Alchemia to życie.
Nim Calem zdołał przekręcić kartkę na kolejną stronę, jego myśli momentalnie roztrzaskały się pod wpływem kilkukrotnego pukania do drzwi.
Zazgrzytał zębami, tłumiąc przy tym cisnące się mu na język przekleństwo. Zatrzasnął z charakterystycznym dźwiękiem księgę, wprzód zaznaczając piórem stronnicę, na której skończył czytać, leniwie zebrał się z krzesła i nieśpiesznie podreptał do drzwi. W pierwszej chwili nie musiał ich otwierać, by wiedzieć, kto za nimi stoi. Zapach lekarstw, ziół i choroby dosadnie i jasno tłumaczyły, kto ośmielił się go nawiedzić. Odciągnął rygiel i wyjrzał przez szparę uchylonych drzwi, zmarszczył brwi, kiedy ów woń poczuł jeszcze mocniej.
— Hmmm? - powitał go zimno Calem.
— Dzień dobry - przywitał się starszy wilk, dobrze znany w watasze, bowiem miał zaszczyt prowadzić lecznicę. Co też bardziej wprawiło Calem'a w niemałe zdziwienie, ale nie miał zamiaru się z tym jakoś afiszować. Mrugnął jedynie kilkakrotnie i w wyczekiwaniu na przybysza, uchylił drzwi nieco szerzej. — Czy mógłbym Ci zająć chwilkę, młodzieńcze?
Calem miał ochotę prychnąć, ale powstrzymał się od tego, zaciskając mocno żwacze. Co jak co, Calem może i był gburem wysokich lotów, ale potrafił okazać szacunek starszym od siebie.
— Już pan to zrobił, proszę pana.
Starszy samiec odchrząknął krótko, uniósł podbródek, nadając sobie tym samym dystyngowaną pozycję i wyłuszczył Calemowi pokrótce, o co mu chodziło.
— Chodzi o naszą medyczkę, Itami.
— A co ja miałbym z nią wspólnego? - spytał Calem, podnosząc nieco brew.
— Otóż szwendam się po całej watasze i nie w sposób mi ją odnaleźć. Jestem już nieco zmęczony, a potrzebuję przekazać jej ważną listę, którą musi niezwłocznie przejrzeć. Niezwłocznie!
Basior z wyraźnym pietyzmem podkreślił ostatnie słowo, jak gdyby chciał dać Calemowi do zrozumienia, że to, co ściskał w łapie, zawierało wartość najwyższą.
— I zgaduję, że... - zaczął powoli Calem, mrugając znów oczami —... mam ją dla pana odnaleźć, tak?
Calem, na prawdę z całych sił próbował powstrzymać się, by nie wypalić czegoś sarkastycznego, bo po chwili poczuł w sobie falę wzbierającej się wściekłości. To był jedyny dzień, w którym mógł cieszyć się wolnością od obowiązków wobec watahy i solowych zagrywek w Varońskiej karczmie, i dosłownie nie mógł zdzierżyć tego, że ta wolność, jak skrawek ostatniego chleba, jest mu wyrywana w sposób... Był już tak wściekły, że nawet zabrakło mu słów. Calem jednak opanował gniew kilkoma głębokimi wdechami i przyjął od starca to, co według niego było tak cenne.
— Dziękuję, młody wilku. Miłego dnia życzę i powodzenia.

wtorek, 24 grudnia 2024

Od Tegai ciąg dalszy Sybira ~ "Opatrzność losu"

 Jakże niespodziewane było to, w jakiej sytuacji się znalazłam z moim nowym współlokatorem. ~To, chyba normalne prawda?~ Spytałam w myślach samą sobie. Spoglądałam na Sybira, który coraz głębiej oddawał się sennej krainie. ~Zasługuje na porządny odpoczynek~ pomyślałam i nieśmiało dotknęłam jego policzka. Gdy zdałam sobie sprawę z mojej śmiałości, oblałam się rumieńcem i zabrałam łapę. Odczekałam chwilę, by ostrożnie wydostać się z jego łóżka. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się ciepło. Poprawiłam koc, by zapewnić mu komfort i ciepło.
— Słodkich snów. - szepnęłam z ciepłym uśmiechem i powoli ruszyłam do wyjścia. Skierowałam się do mojej sypialni. Położyłam się na moim łóżku, chociaż przez dłuższą chwilę nie mogłam zasnąć. W moim umyśle panował niemały chaos. Myśli były głośne i było ich zbyt wiele. Emocje, które towarzyszyły mi dzisiejszego dnia, również przyczyniły się do mojego problemu z zaśnięciem. W duchu cieszyłam się, że to one były problemem, a nie zwykle koszmary i strach. Nie przyznałam się do moich problemów ze snem, nie uważałam, że to ważne. W tej chwili i tak było na tyle przyjemnie, że to chaos myśli mi doskwierał, a nie paranoja. Może tak naprawdę po prostu potrzebowałam kogoś obok? Z Sybirem czułam się bezpiecznie i może naiwnie szybko mu zaufałam. Miałam jednak dziwne przeczucie, że to naprawdę wspaniały wilk, którego można obdarować zaufaniem.

*

Następnego ranka wstałam dosyć wcześnie. Zazwyczaj wstawałam wcześniej, ale dziś miałam dodatkową motywację. Po tym, jak się trochę ogarnęłam, ruszyłam do kuchni. Przygotowałam pożywne śniadanie i herbatę. Zerknęłam na schody, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk kroków. Uśmiechnęłam się, domyślając, że Sybir już wstał. Nie myliłam się, już po chwili samiec stał w progu. Wydawał mi się wypoczęty, co uradowało moje serce.
— Jak minęła noc? - spytałam z ciepłym uśmiechem i podeszłam do niego. — Śniadanie gotowe, jedz tyle, na ile masz ochotę. Jeśli zabraknie, zrobię więcej. - odparłam z uśmiechem i gestem łapy zaprosiłam go do stołu.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 308
Ilość zdobytych PD: 154 PD + 30 PD  + 30% ~ 46 PD
Łącznie: 811 PD

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Od Itami ciąg dalszy Miguela ~ "Światło w ciemności"

Itami spojrzała na zmierzającego ku wyjściu basiora i z całym przekonaniem stwierdziła, że przydałby się jej spacer, by przewietrzyć nieco umysł. Zbyt długo dziś rozmyślała nad pewnymi sprawami i zmęczyła ją operacja połamanej kości. Co z tego, że takie operacje, gdyby mogła, przeprowadzałaby z zamkniętymi oczami, pewną wprawę już miała, ale czuła się tak, jak za pierwszym razem. Zdezorientowana i psychicznie wyczerpana.
— Mogę liczyć na twoje towarzystwo, Pani Medyk? - zapytał i zapraszająco uniósł kończynę. 
Itami starała się, jak mogła, aby jej uśmiech wyglądał pozytywnie, widocznie musiała się postarać, bo gdy zbliżała się do Miguel'a, ten odebrał to z satysfakcjonującą aprobatą. Kiedy wyszli na zewnątrz, nie zwróciła nawet uwagi na delikatny powiew wiosennego powietrza - pomimo, że jej ciałem wstrząsnął dreszcz - bo przyglądała się ruchom samca, który początkowo rzucił krótkie spojrzenia na okolicę. Nie wiedziała w sumie, gdzie mogliby pójść, choć może przyznać się do jednego. W Dailoran było mnóstwo okolic do relaksujących spacerów. Mogliby się w sumie wybrać nad Jezioro Arkane i pooglądać bieługi, błyskające łuskami w blasku słońca w trakcie podwodnego tańca. 
Spojrzała jeszcze raz na samca. On sam, tak jak ona, wybiegła myślami gdzieś indziej, tyle że ten wpatrywał się w nią. W blasku oczu Miguela dostrzegła coś, czego nie było dane jej widzieć o bardzo dawna - po prawdzie, od kiedy jej przyjaciel Atrehu, był na zagranicznej misji. Te pożądliwe iskierki, mglące wzrok i momentalnie pomyślała, czy przypadkiem nie brała udziału w myślach Miguela. A te myśli niekoniecznie musiały być czyste. 
— Coś nie tak? - zapytała pozornie melodyjnym głosem. Wiedziała, że takim brzmieniem potrafiła pobudzać w samcach wyobraźnię o sobie. Przykładem mógłby być Atrehu. 
 Wszystko w porządku - odchrząknął i wypalił, jak gdyby ktoś wyciągnął mu głowę z wiadra wody— To nic, naprawdę...
— No dobrze, mój pacjencie. 
Samiec z uśmiechem odebrał odzew Itami i ochoczo podążył w ślad za nią, ku stróżce, która zmierzała w stronę Watahy, ale też odbijała w bok. Tam zwrócili się ku skrzącym w słońcu wodom jeziora Arkane. Itami nieśmiało zanurzyła łapę w wodzie, zadrżała niewyraźnie, ale spodobało się jej to. Woda była chłodna i przyjemnie orzeźwiająca. Zerknęła zza ramienia na samca, posłała mu porozumiewawcze spojrzenie, po czym zanurzyła się po pierś w wodzie. Było jej tak przyjemnie, tak dobrze, że nie mogła sobie odmówić odrobiny relaksu. Po chwili samiec przyłączył się do niej i razem siedzieli oparci głowami o zimny głaz, po szyję zanurzeni w jeziorze. 
— Co zrobisz, gdy sprawcy zostaną ukarani? - zapytała po chwili milczenia. 

<Miguel?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 402
Ilość zdobytych PD: 201 + 40 PD  + 30% ~ 60 PD
Łącznie: 2504 PD

środa, 18 grudnia 2024

Od Itami ciąg dalszy Atrehu ~ "Cień róży" [ WĄTEK ZAKOŃCZONY]

 — O co chodzi, kochanie? Wstydzisz się mnie? - Zapytał samiec nad wyraz spokojnie. Jak gdyby nie uwzględniał żadnej innej odpowiedzi Itami. Jego ciało, tak samo, jak w pierwszym dniu ich spotkania, nadal wzbudzało w niej mnóstwo emocji. Nagromadzone zbytnio, potrafiły kreować w jej umyśle takie sceny, których nie powstydziłby się żaden powieściopisarz o tematyce erotycznej. Jego ciało potrafiło wprawić jej własne w drżenie, co tylko zapewne utwierdzało Atrehu w przekonaniu, że mogłaby przyjąć go do siebie. Pozwolić, by ujeżdżał ją w każdy wygodny dla samca sposób, a ona dostosowałaby się do niego, byleby poczuć go w sobie. Wyobrażała sobie eksplozję emocji, jakie towarzyszyłyby im w trakcie szczytowania - mogłaby być jego kochanką, kimś, kto doprowadzałby go na skraj szaleństwa...
— Huh? Nie... ja tylko... - Itami zarumieniła się, kiedy tylko uświadomiła sobie myśli, z jakimi powiązała samca przed chwilą. Pragnęła go tak bardzo, że miała ochotę przygryźć wargę. Przytuliła się, gdy samiec położył się na prowizorycznym legowisku. Wtuliła nos w jego pierś i mruknęła.
—Dziękuję. Rozumiesz mnie jak nikt inny.
— Cała przyjemność po mojej stronie. - Odparł łagodnie. Poczuła dotyk masywnej łapy, która o dziwo łagodnie mierzwiła jej futro. — To, co cię zatrzymało w lecznicy?
Mogła przypuszczać, że samiec będzie chciał wdrążyć się głęboko w temat lecznicy. Pech chciał, że dzień w lecznicy przedłużył się o niecałą godzinę, a to wyłącznie za sprawą tego, że Itami miała kilku delikwentów do zszycia. Pamiętała ze szkółki medycznej, w czasach, kiedy jeszcze liczyła sobie półtora roku, że wykładowca porównywał zszywanie przerwanej skóry do łatania rozprutych gaci. Łączysz jeden brzeg skóry z drugim brzegiem, przeciągasz igłą na drugą stronę i po krzyku.
Opowiedziała samcowi o tym i owym, a on przyjął jej wersję z uśmiechem i zainteresowaniem. Atrehu umiał słuchać, co też zaimponowało samicę, i utwierdziło w przekonaniu, że to właśnie jemu mogłaby powierzyć każdą tajemnicę.

wtorek, 17 grudnia 2024

Od Miguela ciąg dalszy Itami ~ "Światło w ciemności"

 Słysząc jej słowa, zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób powinienem ją pocieszyć. Czułem, że powinienem to zrobić. Rozumiałem, że mogła myśleć o sobie w ten sposób, ale w moim mniemaniu, było to błędne myślenie.
— Itami. Proszę, nie mów tak. - odparłem i spojrzałem jej głęboko w oczy. Moje łapy spoczęły na jej pięknych policzkach. Była taka drobna i krucha, ale jednocześnie emanowała siłą.
— Nie jesteś tu tylko dla pracy. A jeśli powiesz tak jeszcze raz, to na tobie usiądę. - spróbowałem zażartować, a porównując nasze wielkości i ciężary, mogłem ją skutecznie uziemić. Samica zachichotała uroczo, aż poczułem dziwne ciarki na kręgosłupie. Następnie jej urocze policzki zarumieniły się i spojrzała w bok. Domyśliłem się, że być może wyobraziła sobie taką sytuację. Starałem się odszukać jakiejś drogi w moim umyśle. Drogi, która pomoże mi osiągnąć cel i uświadomi jej, że jest ważną częścią wszystkiego. W pocieszaniu byłem... Ujmując to w jednym słowie chu**wy. Zawsze byłem typem egoisty lub introwertyka unikającego wszystkiego, ale ostatecznie coś dziwnego się ze mną ostatnio działo. To tak jakby wpływ tej jednej wadery sprawił, że w mgnieniu oka pękały wszelkie bariery, które były przeze mnie budowane przez lata. Cóż mogłem na to poradzić? Chyba tylko pogodzić się z tym faktem, bo nie wyobrażam sobie, bym mógł ją odepchnąć. Nie po tym ile dla mnie zrobiła.
— Miquel... - zaczęła, ale ja położyłem łapę na jej uroczym pyszczku, przeszkadzając w dokończeniu zdania.
— Ani mi się waż sprzeciwić. Wiem, co mówię Itami. Gdybyś była tu tylko dla pracy, nie pomogłabyś mi. Owszem, uratowałaś mi życie, gdy prawie umarłem z powodu ran, ale nie licząc tego, pomogłaś mi otworzyć, chociaż w jakiejś części mój umysł. Może i dalej jestem typem samotnika, ale teraz mam wrażenie, że jestem w stanie kogoś wypuścić bliżej. Byłem zdecydowany nigdy nie wrócić do życia w watasze, a ty to zmieniłaś. Więc nie jesteś tu tylko dla pracy. Jesteś tu, szerząc swoje serce dla innych.

piątek, 13 grudnia 2024

Od Atrehu ciąg dalszy Itami ~ "Cień róży"

Nie wszystko poszło tak, jak zaplanowałem, ale nie mogłem być bardziej zadowolony z obecnych wydarzeń. Sagel dostał w końcu za swoje i niech się więcej nie pokazuje przy Itami. Ma szczęście, że w ogóle jeszcze oddycha. Ba, byłem gotowy powyrywać mu kończyny, albo chociaż złamać kilka żeber. Nikt nie miał prawa krzywdzić mojej wadery. Reakcja Tiru była w pełni uzasadniona i właśnie takiej oczekiwałem. Spodziewałem się, że na wzmiankę o skrzywdzeniu jego córki, basior dostanie szału. I nie myliłem się. W końcu kto by nie dostał? Kundel śmiał tknąć jego szczenię, jego oczko w głowie, krew z jego krwi. Żaden kochający ojciec nie puściłby tego płazem. Miałem cichą nadzieję, że osobiście go wywali za drzwi, lecz ku mojemu rozczarowaniu, ten szczeniak wycofał się jak niepyszny. Śmiać mi się chciało z jego prób udowodnienia swoich racji, które nawiasem mówiąc, nie miały prawa bytu. Mimowolnie jednak przed oczami stanęła mi twarz Itami. Widząc pustkę w jej pięknych oczach na widok zakrwawionego łba w worku, chciałem podbiec i zabrać ją jak najdalej... Z pewnością się tego nie spodziewała. A raczej nie po mnie. Sam się wstydziłem tego, co zrobiłem. I będzie mnie to prześladować. Nijako upodobniłem się do tych, których nie chciałem. Samodzielnie wymierzyłem karę, chociaż... nie. Miał szansę się poddać. Zastałem go w trakcie krwawej rzezi. Walczyłem w obronie własnej. I z drugiej strony to Naharys go zabił. Więc... jakby jest pół na pół? Eh, czemu to musi być takie trudne? Nie miałem jednak o to do niej pretensji. Mogłem zrobić to na wiele innych sposób, lecz wybrałem właśnie ten. Mógłbym tak gdybać, ale czasu nie cofnę. Zacisnąłem więc zęby i pewnie kroczyłem dalej.

piątek, 6 grudnia 2024

Od Sybira ciąg dalszy Tegai ~ "Opatrzność losu"

Nóż wchodził w warstwę skóry i mięsa tak gładko, jakby pieczeń była miękkim masełkiem. Tegaja wróciła niebawem, taszcząc za sobą koszyczek z warzywami i zabrali się razem do gotowania, śmiejąc się i żartując nad aromatycznie pachnącymi przyprawami. Niebawem kuchnię wypełniła woń pieczeni i dźwięki bulgoczącego specjalnie przygotowanego do niej sosu grzybowego. Sybir musiał przyznać, że w swoim życiu nigdy nie czuł się tak bezpiecznie, jak teraz - tutaj, w tym domu, przy waderze, którą dopiero poznał. Bezpieczeństwo i ciepło, a więc to oznaczało mieć dom. Przy kimś takim, jak Tegaja, to słowo brzmiało, jak spełnienie marzeń. 
Kiedy był szczeniakiem, mieszkał z liczną rodziną, ale wtedy był jeszcze zbyt młody, by pojąć tak szczególne uczucie.
Kiedy sprzątnął obierki, pościerał ślady kropel sosu grzybowego i wsadził brudne naczynia do wody, zerknął ukradkiem na siedzącą w zamyśleniu Tegaję. 
— W porządku? 
Tegaja skinęła głową. A potem zaczęła dzielić się z Sybirem wspomnieniami, sięgającymi odległych czasów, kiedy jako szczenię gotowała wraz ze swoim nieżyjącym już ojcem. Sybir przerwał mycie naczyń, z uwagą spojrzał na Tegaję, podpierając podbródek o mokrą łapę. Opowiadała, jak jej ojciec, złożony chorobą, nie chciał przyjmować pomocy medyków. Do czasu, aż choroba go nie zjadła, ale przedtem zdradził Tegai swój sekret.
—  Zastanawiam się czasami, czy to z powodu jego miłości do mojej matki. Ona zmarła przy porodzie, zawsze wspominał ją z taką miłością... Ale nigdy nie zdradził mi jej imienia. - wyznała z błyskiem w zielonych oczach. Były takie rozmarzone, a zarazem ciepłe. A potem powiedziała, rozglądając się po kuchni.

środa, 4 grudnia 2024

Od Itami ciąg dalszy Miguela ~ "Światło w ciemności"

Patrząc mu w oczy Itami poczuła zmieszanie. Zwłaszcza, że z naciskiem powiedział, jaka jest wyjątkową waderą. Nie ma wilków wyjątkowych chciała powiedzieć, ale wiedziała, że zrobiłaby dobrze, gdyby dała samcowi dokończyć. Przy tym był ciepły i łagodny, a bynajmniej próbował za takiego uchodzić, czuła to.
— Więc nie roń już łez, ponieważ szkoda, by twoje piękne błękitne oczy pozostawały zaczerwienione.
Jak na wojownika miał czuły dotyk, czuła wyraźnie, jak jego palce delikatnie pieściły jej policzki. Zdała sobie też sprawę, że jak na wojownika, wykazywał rzadko spotykaną wrażliwość. Zmrużyła lekko oczy i pozwoliła, by samiec badał ją dotykiem. Nikt nie mógł przypuszczać, jak od dłuższego czasu tego potrzebowała. Odkąd nie ma przy niej Atrehu, poczuła się, jakby to wszystko do tej pory okazało się pięknym snem. Teraz miała koło siebie Miguela, który być może rudym samcem nie był, ale przynajmniej zdołał chociaż do połowy wypełnić pustkę. Nie miał tych cech, których uwielbiała w rudym samcu, ale Miguel uzupełniał to w inny sposób - swoją czułością, niekiedy przysłanianą dozą powagi i chłodu. 
— Dobrze, Miguel - zgodziła się po chwili milczenia Itami. Po chwili basior, jakby skonstatował, że nadal trzymał Itami za policzki, puścił ją - choć lepszym stwierdzeniem byłoby to, że jego łapy ześlizgnęły się po jej drobnej szyi i zatrzymały się na ramionach. 
— Chciałbyś, żebyś wiedziała, że... 
Samiec nie zdołał jednak dokończyć myśli, zagłuszony nagłym dźwiękiem gwałtownie otwierających się drzwi. Itami równie zaskoczona, co Miguel, odeszła od okna, nabrała w płuca pełny wdech i powędrowała korytarzem ku nowo przybyłemu. Był to nowy wilk w Dailoran, który podobnie co Miguel, zasilał szeregi militarne, więc młoda medyczka od razu skojarzyła cel jego wizyty. Z połowy przedramienia samca wystawał fragment złamanej kości promieniowej, dlatego w takim stanie nie przyszedł sam. Asystowała mu Tegaja, watahowa ratowniczka, która po krótce wyjaśniła Itami przyczyny i okoliczności wypadku. Najważniejsze jednak było, żeby doprowadzić poszkodowanego na operacyjny stół i zająć się nieścisłością, wystającą mu ze skóry. Miguel natomiast siedział nadal przy oknie i przypomniał o swojej obecności dopiero, gdy Itami odwróciła się szybko, poszukując odpowiednich narzędzi chirurgicznych. 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Od Tegai ciąg dalszy Sybira ~ "Opatrzność losu"

Było mi głupio i czułam się trochę zażenowana tym, że opadłam z sił w towarzystwie mojego nowego gościa i współlokatora. Możliwe, że miał rację, mogłam się przepracować, choć nigdy się tego nie spodziewałam. Jednak po dłuższej chwili namysłu, doszłam do wniosku, że Sybir miał rację. Nie myślałam najpierw o sobie tylko o obowiązkach, przez co zaniedbałam dobry wypoczynek. Skorzystałam z jego pomocy, choć nie potrafiłam uspokoić bijącego serca. Cóż, nie zawsze ma się okazję na przejażdżkę na grzbiecie basiora. Gdy tak ze mną szedł, kołysanie zaczęło mnie usypiać, aż w końcu zasnęłam. Nie pamiętam, co było po tym, jak zasnęłam z wiadomych powodów, ale czułam się jakbym leżała wśród traw, długich i bujnych. Piękna polana, a słońce grzało moje futro w przyjemny sposób. Właśnie tak to odczuwałam.
~
Jęknęłam cicho, gdy do mojego nosa dostał się ciekawy zapach. Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Kilkukrotnie zamrugałam i podniosłam się nieco, a kołdra zsunęła się do moich bioder. Rozejrzałam się po pokoju i wtedy zorientowałam się, że po pierwsze, nie pamiętam, bym się kładła, po drugie to nie mój pokój. Zapach, który mnie zbudził, wciąż był obecny w powietrzu. Zaciekawiona chciałam to sprawdzić, więc wstałam ostrożnie z łóżka i poprawiłam kołdrę, wygładzając każde skrzywienie na niej. Zerknęłam na okno i odsłoniłam firanki, by ciepłe promienie słońca wypełniły pokój, ogrzewając go. Następnie powoli skierowałam się na dół do kuchni. Mojej uwadze nie umknęło, że trochę się pozmieniało. Wazony z kwiatami wydawały się równiej ułożone na korytarzowych szafeczkach, dywan, o który często się potykałam, tym razem nie czyhał na moją niezdarność z zawiniętym rogiem, wszystko wydawało się poukładane i wysprzątane. Poczułam dziwne uczucie w piersi. Zrobiło mi się ciepło i nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który zagościł na moim pyszczku. Dotarłam do kuchni i zajrzałam do środka. Dostrzegłam Sybira, którego postać była otoczona kuchennym chaosem. Dostrzegłam mięso, które wydawało mi się, było przygotowane, by zrobić z niego jakąś pieczeń lub coś podobnego. Sybir stał uważnie nad pojemniczkami z przyprawami. Jego wzrok był skupiony, sprawiając wrażenie ostrej kalkulacji.

niedziela, 1 grudnia 2024

Od Sybira ciąg dalszy Tegai ~ "Opatrzność losu"

 Z przyzwyczajenia wyostrzony słuch pochwycił ciche uderzenie i zerknął w tamtą stronę. Na pierwszy rzut rzucił się mu puchaty ogon, znikający za drzwiami pokoju. Zbliżywszy się nieco do wyjścia, wyjrzał przez próg i spostrzegł skrytą w rogu Tegaję, pocierającą łapą bok głowy, jak gdyby się w niego uderzyła.
— Wszystko w porządku? - zapytał, spoglądając na rumieniące się stopniowo policzki Tegai. 
— Yhmm, tak, tak, jak najbardziej... 
— Uderzyłaś się? 
— Noo, tak wyszło, ale to nic takiego. Przeżyję - powiedziała, uśmiechając się nieśmiało i to w taki sposób, że Sybira coś tknęło. Nie potrafiłby przejść obok niej obojętnie, czy z surowością potraktować, co miał w zwyczaju odnosić się do innych. Usiadł na przeciw niej, spojrzeniem niebieskich stanowczych oczu wydał jej niezwerbalizowane polecenie, by pokazała mu miejsce uderzenia. Dotykiem delikatnym, czułym, zbadał samicę i stwierdził, że nie ma tragedii. 
— Źle nie jest. Guza z tego nie będzie, ale powinnaś uważać, dobrze? 
— D-dobrze. 
Samica dukała wyraźnie oczarowana sytuacją. Sybir uśmiechnął się w duchu i kiwnął głową, ze zrozumiałych tylko jemu powodów. Jeszcze trochę i owinie ją sobie wokół palca - nie miał zamiaru jej krzywdzić, ale wolał unikać zbędnych pytań i okoliczności, w której znów poczuje się, jak ścigana zwierzyna. A jeśli się postara, samica będzie na tyle skłonna, że wyląduje z nim w łóżku, ale nie to było jego celem. Miał zamiar uczynić z niej swojego sojusznika w drodze ku wyznaczonemu zadaniu. 
— Słuchaj... czy mógłbym cię prosić o czystą kartkę papieru i kałamarz z inkaustem? Chciałbym napisać list. 
— Yhmmm... t-tak, już przynoszę. 

czwartek, 28 listopada 2024

Od Miguela ciąg dalszy Itami ~ "Światło w ciemności"

 Moje łapy delikatnie przyciągnęły Itami do mojego ciała. Cóż, to było moje pierwsze takie poczynanie od bardzo dawna. Zawsze uważałem, że przytulanie było oznaką słabości. Wiele wilków tłumaczyło mi, że wręcz przeciwnie, przytulanie kogoś oznacza siłę, wsparcie, jest czymś, co podnosi na duchu. Zaczynałem w to wierzyć, lecz wciąż unikałem praktykowania przytulania. Ale teraz, właśnie w tej sytuacji, coś we mnie głęboko podpowiedziało mi, że to będzie słuszne zachowanie, że tego potrzebuje chwila. Delikatnie pocierałem łapami o jej grzbiet, tak ostrożnie, jak gdybym trzymał w swych objęciach porcelanową laleczkę. Kruchą, piękną i delikatną. Taka właśnie była Itami. Była jak perła wśród ziarenek piasku. Powiązana z nimi, lecz wyróżniająca się swym pięknem. Miałem niezłego farta, że to właśnie ona stanęła na mojej drodze. Wiedziałem, że gdyby był to inny wilk, czy lis, na pewno nie przystanąłbym na żadne propozycje. Itami natomiast miała w sobie coś, co mnie w niej hipnotyzowało. Gdy teraz miałem ją w swoich ramionach, tak delikatną i słodką, czułem bijące od niej ciepło. Była miękka i taka drobna. Czułem, jak mój instynkt reaguje, nakazując mi strzec jej, jak najcenniejszego kwiatu. Moja łapa delikatnie otarła się o jej kark, a ona nieco zadrżała. Poczułem, jak moje ciało odpowiedziało podobnym dreszczem, co wciąż było dla mnie nowe.
— Nie przepraszaj mnie Itami. Nie zrobiłaś nic złego i nawet nie próbuj myśleć inaczej. Jesteś jak promyk nadziei wśród ciemności. Gdybym spotkał tamte szczeniaki, które cię wtedy zraniły... - zatrzymałem się na moment. ~Każdemu z nich odgryzłbym ogon i wepchnął głęboko do gardła~ dokończyłem w myślach, lecz wiedziałem, że jest to nie na miejscu. - Dałbym im porządną lekcję wychowania. - Skończyłem w mniej brutalny sposób.
— Jesteś wyjątkowa Itami. Nie łatwo mi jest mówić, co siedzi mi w duszy i sercu, ale taka jest prawda. Nie wiem, jak ty to robisz, ale działasz na mnie w sposób, w jaki nigdy żaden wilk nie działał. Jestem skory zgodzić się z twoim każdym żądaniem i choć często pewnie będę marudzić, gdyż taka moja natura, zrobię wszystko o co mnie poprosisz. - Odparłem i delikatnie złapałem jej policzki łapami i spojrzałem jej głęboko w oczy.
— Więc nie roń już łez, ponieważ szkoda, by twoje piękne błękitne oczy pozostawały zaczerwienione. - powiedziałem, starając się brzmieć łagodnie i ciepło.

Itami?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 366 
Ilość zdobytych PD: 183 PD + 30 PD  +150% ~  275 PD
Łącznie: 1411 PD

środa, 27 listopada 2024

Od Tegai ciąg dalszy Sybira ~ "Opatrzność losu"

Słowa Sybira wciąż krążyły po mojej głowie. Czułam dreszcze i mrowienia na całym moim ciele. Dodatkowo uczucie śmiesznego szczypania na policzkach nie znikało. Wzięłam kilka głębokich wdechów, by się uspokoić.
~Tega zachowujesz się jak szczeniak.~ skarciłam samą siebie. Nieśmiało spojrzałam w oczy Sybira.
— T-tak... Umowa stoi. - odparłam cicho i spojrzałam w bok. Starałam się uspokoić moje szybko bijące serce. ~Jak to się stało, że trzy słowa samca tak na mnie zadziałały?~ Po chwili udało mi się trochę bardziej uspokoić.
— Na pewno... Na pewno nie pozwolę ci spać w pierwszym lepszym miejscu. - zapewniłam, próbując brzmieć stanowczo, choć głos wciąż lekko mi drżał. Znów spojrzałam Sybirowi w oczy, lecz tym razem nie dałam rady przytrzymać spojrzenia. Odeszłam na bok i poprawiłam jakiś mebel, chcąc jakoś zmniejszyć moje zawstydzenie i zająć czymś myśli.
— J-jesteś moim gościem...- powiedziałam cicho.
— I-i dziękuję... Za wszystko. - dodałam zawstydzona i ruszyłam przed siebie. Zaczęłam przemierzać budynek, w którym sama spałam. Zastanawiałam się gdzie najlepiej byłoby ulokować Sybira. Samiec podążał za mną. Czasami zerkałam na niego, ale szybko wracałam wzrokiem przed siebie. Po chwili dotarliśmy do schodów.
— Są jeszcze dwie wolne sypialnie. Jedna na górze, druga na dole. Pokażę ci obie, a potem będziesz mógł zdecydować, którą wolisz.- odparłam i skocznym krokiem zaczęłam wchodzić po schodach, nim Sybir cokolwiek odpowiedział. Minęłam swoją sypialnię, przez dłuższą chwilę spoglądając na wejście, następnie zatrzymałam się przy drugiej sypialni.
— Ja naprawdę nie potrzebuję dużo. - mruknął Sybir, a ja machnęłam łapą.
— Daj spokój. Po prostu... Wybierz sypialnię. Gdybyś naprawdę spał w stodole na sianie, nie byłabym w stanie zmrużyć oka w nocy. Dla mnie to nie są zbyt dobre warunki. - odparłam. Sybir z cichym westchnieniem wszedł do sypialni i rozejrzał się po niej. Ja również włożyłam do środka głowę, zaciekawiona jego reakcją.
— Nie jest zła. - przyznał, a ja uśmiechnęłam się na jego ocenę.
— Dzięki temu, że jest na piętrze, masz całkiem przyjemny obraz za oknem. - wyznałam z uśmiechem. Po wstępnym rozpoznaniu zabrałam Sybira na dół. Zaprowadziłam go do wolnej sypialni na dole. Skinieniem głowy wskazałam na wejście, a Sybir wszedł do środka. Znów stanęłam w progu i uśmiechnęłam się ciepło. Gdy Sybir rozglądał się po sypialni, ja nieświadomie przyjrzałam się mu dokładniej. Jego profil, szyja, pierś, silne łapy, bujny ogon, nic nie umknęło mojej uwadze. Gdy się na tym złapałam, gwałtownie wycofałam się z sypialni uderzając niefortunnie głową o futrynę. Nie było to bardzo bolesne, ale zrobiło mi się na tyle głupio, że wycofałam się za ścianę, w duchu licząc na to, że Sybir tego nie widział ani nie słyszał. Pocierałam bolący bok łapą, starając się powstrzymać rumieńce zażenowania własnym szczęściem.

< Sybir? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 430
Ilość zdobytych PD: 215 PD + 40 PD + 30% ~  65 PD
Łącznie: 554 PD

wtorek, 26 listopada 2024

Od Sybira ciąg dalszy Tegaja ~ "Opatrzność losu"

 Na propozycję rzuconą przez waderę, Sybir wydał z siebie odgłos pokrewny cichego mruknięcia z szarmanckim chichotem. Ponadto rzucił okiem na figlarnie merdający ogon Tegai, co z resztą nie było w tym nic nadzwyczajnego. U każdego zdrowego i dojrzałego samca, który postrzega samice już nie tylko, jako obiekt wspólnych rozmów, taka reakcja jest w sumie naturalna. 
— Wybacz, że nie odpowiem od razu na twoje pytanie - odpowiedział z ciekawością przypatrując się Tegai. — Ale wydajesz się być wszystkiego taka ciekawa. Czy od zawsze jesteś taka bardzo ufna i chętna na nowe znajomości? Nawet nie wiesz, kim jestem. Skąd masz pewność, że nie zrobię Ci nic złego? 
Tegaja już zwolniła nieco, co wiązało się też - na szkodę samca oczywiście - z zaprzestaniem wykręcania biodrami na boki z niemalże kocią gracją. 
— Ehmmm, powiedzmy, że staram się patrzeć na życie z tej pozytywnej strony, wiesz? 
~ Z pewnością zmieniłabyś punkt widzenia, gdybyś przeżyła to, co ja - pomyślał ponuro Sybir, ale to już wolał pozostawić dla siebie. Zmusił się jedynie do zdawkowego, ale miłego uśmiechu. Sytuację poprawiał też zapach ziół, wydobywający się z torby przy biodrze samicy. Lubił tę woń, przypominała mu bowiem chwile spędzone bezpiecznie przy ognisku wraz z wiernymi kompanami ze Szwadronu Mirage... a teraz już ich nie ma. Sybir zaklął pod nosem, zmarszczył czoło na myśl o stracie, o ziejącej pustce w sercu... jak gdyby ten brakujący do niego fragment został mu brutalnie wyrwany i zdeptany. Nie uszło to uwadze Tegai. Zrównała chód z samcem i próbowała spojrzeć w jego morskie, lśniące nostalgią oczy. 
— Sybir? Czy wszystko w porządku? 
Spojrzał na nią. W jej pięknych oczach było coś, czego od dawna nie było dane mu ujrzeć - graniczącą niemalże z matczyną troską spojrzenie, pełne ciepła i wyrozumiałości. Na wielką Sol, pomyślał Sybir, jaka ona jest piękna, gdy patrzy w taki sposób. Oddech załamał się mu w połowie, otworzył usta jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale jedyne co zdołał zrobić, to przełknąć ślinę, która powoli spływała mu na wargę. 

poniedziałek, 25 listopada 2024

Od Tegai ciąg dalszy Sybira ~ "Opatrzność losu"

 Widząc, że Sybir spojrzał mi prosto w oczy, poczułam, że to dla niego ważne. Uśmiechnęłam się ciepło na jego słowa. Przyjaźń to zdecydowanie jedna z najlepszych relacji, jaka może łączyć psowate, zaraz po miłości i rodzinie. Skinęłam głową, zatrzymując się na moment.
— Widzę, że bardzo musi ci na nim zależeć, prawda? Cóż, po wszystkim chętnie pokażę ci miasto, choć osobiście nie bywam tam często. Zawsze można popytać mieszkańców o drogę. - odparłam, a mój ogon zamerdał lekko. Potem znów ruszyłam przed siebie. Droga do szklarni minęła dość szybko. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać. Sybir wydawał mi się cichym wilkiem. Podążał za mną, badając wzrokiem okolicę. Nie byłam w stanie do końca stwierdzić, co sygnalizowało jego spojrzenie. Ciekawość, podziw, czy może czujność? To pozostało dla mnie zagadką. Zebrałam potrzebne mi zioła i ostrożnie je schowałam do skórzanej torby.
— Dobrze! Mam chyba wszystko. - oznajmiłam z uśmiechem i skocznym krokiem podeszłam do Sybira, który przyglądał się niektórym roślinom.
— Gdyby nie chęć pomagania innym, pewnie wybrałabym profesje zielarki. - przyznała z uśmiechem, stając obok niego. Samiec spojrzał na mnie. Unosił lekko brew.
— Czujesz powiązanie z roślinami? - spytał głosem, który pozostał neutralny pod każdym względem. W pewien sposób robiło to na mnie wrażenie. Nigdy nie potrafiłam dobrze ukryć moich prawdziwych emocji i uczuć. Zazwyczaj pozostawałam otwartą księgą, ale nie starałam się też zamykać na innych, co słusznie wcześniej zauważył samiec. Moja zaleta i słabość jednocześnie.
— Trochę tak. Może to przez mój żywioł, ale coś mi mówi, że nawet gdybym miała inny, to fauna i flora zawsze byłyby moją słabością. - przyznałam z uśmiechem. Po tym ruszyliśmy do lecznicy. Droga mijała w ciszy, a ja zastanawiałam się jaki temat ugryźć, by rozmowa była przyjemna zarówno dla mnie, jak i mojego towarzysza.
— Może opowiedz mi trochę więcej o sobie? Chętnie lepiej bym cię poznała. Jedynie w celach towarzyskich, przyjaznych. Na pewno nie złowieszczych. - zachichotałam i puściłam mu oko, i zamerdałam figlarne ogonem.

<Sybir?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 314
Ilość zdobytych PD: 157 PD + 30 PD) + 30% ~  47 PD
Łącznie: 234 PD

poniedziałek, 18 listopada 2024

Od Itami | Naharysa ciąg dalszy Dante ~ "Jak lis do lisa"

~Naharys~
Dzień rozpoczął od krótkiego biegu truchtem - poza tym, że skutecznie przygotowywały mięśnie do porannego treningu - by podnieść nieco poziom endorfin, żeby jakoś znieść go w dość dobrym nastroju. A popsuły go dość dziwne sny, które do tej pory zdołał zapomnieć. Wiedział tylko, że mgliście dotyczyły jego rodzinnych stron i dotąd tęsknił. Wiosenny poranek nie zapowiadał dobrej pogody, stwierdził Naharys, spojrzawszy na postrzępione bure chmury, które ściągały z zachodniego frontu. Trasa, którą niezmiennie przemierzał w codziennych biegach, stawała się już monotonna, ale widok na skrzącą się wodę mijanego jeziora, rekompensował tę niedogodność. Lubił nawet zaczerpnąć przerwy przy jej brzegu, pijąc przyjemnie chłodną i orzeźwiającą wodę. Rozglądał się to tu, to tam, obserwował swych pobratymców z watahy, zmierzających ku codziennym obowiązkom.
I wtedy spostrzegł, że za niewyraźną kurtyną zarośli, niecałe sto metrów stąd, miało miejsce pewne wydarzenie. Zupełnie, jak polna mysz, niespodziewająca się pikującego ku niej orła, tak i on nie przypuszczał, że będzie świadkiem walki trzech osobników - z tego, co skonstatował, trzecim uczestnikiem była wadera, która trzymała się z boku - dosłownie atmosfera gęstniała wśród nich, była wyczuwalna niemal każdym zmysłem. Naharys wzrokowo ocenił wiek osobnika - skrzydlatego na dodatek - skonstatował też, że nie był sam. Towarzysząca mu samica była Naharysowi do tego stopnia znana, że rozpoznał ją od razu - to była Itami. 
Naharysowi, jak na zawołanie, przywołał w pamięci złożone z reminiscencji związanych z pewnym rudym osobnikiem - bo czyż to nie Itami większość czasu spędza z Atrehu?
Towarzyszącego samca kojarzył po zapachu, całe szczęście, że stał po stronie zawietrznej, ale jak dotąd nie miał okazji poznać go bliżej. 
Całość sytuacji przedstawiała się następująco; samiec przed czymś chronił Itami, stwierdził to nawet po jego defensywnej pozycji. Poza tym wiało krwią, jak z jatki, co do tego, Naharys nie miał żadnych wątpliwości. Tej woni nie w sposób pomylić z żadną inną, chyba że jest się botanikiem wegetarianinem. 

środa, 13 listopada 2024

Od Itami ciąg dalszy Miguela ~ "Światło w ciemności"

Rozmowa z Miguelem, zranionym i nieufnym nieznajomym, którego znalazła umierającego w śnieżnej zaspie, teraz otwartym i pogodnym wojownikiem była iście budująca. Z tematów tak przyziemnych, niebawem wznieśli się na takie, które można by je nazwać "wartościowymi". 
— Twierdzisz, że jestem duszą barbarzyńcy?
Zapytał wtedy, gdy ta oznajmiła mu, że nie byłby w stanie porzucić szlak walki. 
~ Barbarzyńcy to bezmyślne maszyny destrukcji. Wojownicy zaś są kimś więcej. Są ponadto - pomyślała i chciała to powiedzieć. Zaskoczenie jednak wzięło górę nad logiką.
— Miałam na myśli, że masz duszę wojownika! Nie barbarzyńcy! 
Kiedy bywały chwile, gdy waderę ktoś zrozumiał opatrznie, próbowała - niekiedy na siłę - nieco prościej wyjaśnić to, co miała na myśli. Najczęściej wyglądało to na tłumaczenie się małej waderki, która coś spsociła. Nierzadko jąkając się i zalewając policzki czerwieniącym się wstydem. Dlatego przez większość wilków - najczęściej basiorów - uchodziła za osobę iście wstydliwą, uroczą i bezbronną, a ona zaś, miała powód, by unikać rozmów. 

wtorek, 12 listopada 2024

Od Dantego ciąg dalszy Itami ~ “Jak Lis do Lisa”

Skrzydlaty lis nie wyglądał na zaskoczonego pytaniem drobnej wadery. Rozumiał jej obawy i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bardziej od niedźwiedzia Itami obawia się kontaktu z innymi psowatymi. Nie drążył jednak tematu. Musiał też jednak przyznać w duszy, że ciężko było oprzeć się woni, jaką samica wydzielała, a tym bardziej że Itami, jest naprawdę urokliwą waderą i gdyby tylko nieco podnieść jej poczucie własnej wartości, mogłaby owinąć sobie wokół łapy nie jednego samca. A przynajmniej z takiego założenia wychodził Dante. Samo zadanie nie wydawało się mu zbyt trudne. Eskortowanie drobnej wadery nie powinno być problematyczne, jednak mimo tego stwierdził, że lepiej nie kusić losu i wybrać rzadko uczęszczaną ścieżkę, wiodącą ku lecznicy.
– Uczynię to z największą przyjemnością. – Odparł. Oczy Itami aż rozbłysły, gdy słowa basiora dotarły do jej uszu.
– Dziękuję. – Odpowiedziała. Dante dostrzegł na jej twarzy, że nad czymś rozmyślała, jednak w ogóle nie spodziewał się po samicy tego co zrobiła chwilę później. Drobna wadera podeszła do niego bliżej i stawiając na palcach, lekko pocałowała samca w policzek. Zrobiła to tak delikatnie, że ów pocałunek był ledwie wyczuwalny. Mimo tego samca na moment zamurowało. Ba! Nawet urodziła się w jego głowie pewna, dość nieczysta myśl, na którą jego oczy zaczęły zalewać się różem. Towarzyszyło mu przy tym uderzenie ciepła, którego pojawienie się sprowadziło go z powrotem na ziemię. Przymknął na chwilę oczy i powoli, po cichu wypuścił powietrze. Uśmiechnął się ciepło do wilczycy, po czym gestem skrzydła wskazał jej kierunek ich wyprawy i powiedział.
– Proszę tędy Panienko Itami. Idę tuż za Panienką. – Drobna wadera pomału ruszyła we wskazanym kierunku. Dante domyślił się, iż zauważyła zmiany w jego organizmie. Nie mógł jednak nic na to poradzić. To naturalna kolej rzeczy i choć było mu trochę głupio, że wadera to zauważyła, zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Miał w końcu bardzo odpowiedzialne zadanie i zamierzał je wypełnić najlepiej, jak potrafił. Skupianie myśli na jednym celu ułatwiało sprawę. Po kilku minutach cichego przemierzania leśnych gęstwin można by stwierdzić, że sytuacja sprzed chwili nigdy nie miała miejsca. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagłe pytanie Itami, które, mimo iż nie powinno, sprawiło lekki dyskomfort lisowi.

poniedziałek, 11 listopada 2024

Od Sybira ciąg dalszy Tegai ~ "Opatrzność losu"

 — Jeśli chcesz... Mogę ci trochę pomóc. Mam do zaoferowania nocleg, posiłki... Wszystko, co niezbędne do życia. Wystarczy tylko jedno słowo. - Wadera grzebała łapą w ziemi. Samiec jednak nie wiedział, czy to było wywołane nerwami samicy - swoją drogą jej niepokój w przepływie powietrza stawał się intensywny - ale podejrzewał, że musiał ją wystraszyć. Nic dziwnego w sumie. Każdy by się przeraził widoku unoszącego się nad sobą ostrza sztyletu i tylko sekundy dzieliły, by zatopił się w ciepłym mięsie, krwi i trzewiach. 
— Skąd myśl, że będę chciał skorzystać?
— Jak już mówiłam to propozycja, do niczego cię nie zmuszę. 
I prawidłowo, że nie zmuszasz, miał powiedzieć Sybir, ale wadera wtrąciła szybko.
— Mogę ci nawet wszystko pokazać, ale jestem już wystarczająco spóźniona. Najpierw muszę udać się do szklarni po zioła, a potem muszę zanieść je do lecznicy. Jeśli chcesz, możesz mi towarzyszyć.
Sybir patrzył na nią, z coraz to rosnącym zdziwieniem, ale nie kwapił się, by je komukolwiek okazywać. Ta samica miała albo zaburzony ogląd sytuacji, albo wykazywała się niewiarygodną naiwnością, proponując mu pomoc. Nie po tym, co uczynił - a raczej uczynić zamierzał, gdyby w porę się nie powstrzymał. Miał nieodpartą ochotę na zająca albo przynajmniej kąsek w postaci bobra, który zbytnio oddalił się od pobliskiej rzeki. I gdyby nie strach wadery w oczach, być może do teraz spoglądałby z niedowierzaniem na jej stygnące ciało i żałował, że nie mógł się powstrzymać. Dyskretnie odetchnął z ulgą na tę myśl, że ów scenariusz się nie ziścił. Potem wadera wstała i podążyła w tylko jej znanym kierunku, odwróciła się po kilku krokach, jak gdyby chciała upewnić się, że Sybir pójdzie w jej ślady. 
— Wiesz, zdałam sobie sprawę, że nie spytałam cię o imię. Ja jestem Tegaja. Pracuję jako Ratownik Medyczny i trochę jako farmerka. A ty? 
— Wykazujesz się karygodną nierozwagą, przedstawiając się obcemu - odpowiedział ciut zimniej, niż to planował, ale efekt był przewidywalny. Z pyszczka samicy uśmiech spełzł, jak kropla po kaczym piórze. — Chyba zależy ci na życiu, prawda? 
— Jak każdej czującej istocie - odpowiedziała nutką niepokoju zmieszaną ze smutkiem. 
— Wydajesz się być w porządku - odpowiedział i nie kłamał. Doszedł do niej w trzech pewnych krokach i wbił w nią spojrzenie. Było spokojne, opanowane acz pełne też zimnej nieufności. — Nigdy więcej nie popełniaj podobnego błędu, dobrze? 
— Wybacz, jeśli cię czymś uraziłam. 
— Nigdy nie przepraszaj za coś, czego nie zrobiłaś. Nie uraziłaś mnie niczym, ale nigdy też nie okazuj obcym, że jesteś dobra. Nieodpowiedni mogliby to wykorzystać i jeszcze wyrządzić ci krzywdę. Nie bój się, ode mnie jej nie uświadczysz. A moje słowa potraktuj jako ostrzeżenie. Litość to zbrodnia. 
Samica miała dość tęgą minę. Ewidentnie słowa basiora wprawiły samicę, zwaną Tegają, w stan osłupienia. I zastanawiał się teraz, czy wadera aby nie wściekła się na niego - po jej wyrazie Sybir stwierdził, że chyba nie - czy też będzie traktować go z taką samą rezerwą, jak on teraz ją. Co jak co, ale zachował się teraz, jak kompletny gbur. Ale nie powinna się mu dziwić, bo wiele ran przeżył w swoim i tak młodym życiu. Całe szczęście, że Tegaja była czystokrwista, bo sam nie wiedział, jak zareagowałby, gdyby wadera była hybrydą. Na myśl o tym słowie, przed oczami stanęły mu sceny walk w atakowanym obozie; szydercze śmiechy hybryd nad zamordowanymi towarzyszami Sybira, krzyki bólu i śmierci, gdy zatapiał w ich ciała swój magiczny miecz, by przeżyć i nie dać się zabić. Wspomnienia dymu płonących namiotów wydawały się tak realistyczne, że niemal go czuł... momentalnie rozejrzał się po polu walki, do omdlenia zaścielonym trupami obu stron. Zamachowców, jak i obrońców. To było tak realistyczne, tak klarowne, że aż przerażające. Strach łapał go za gardło, podduszał i zmuszał, by kwilić z niemocy. 

niedziela, 10 listopada 2024

EVENT HALLOWEEN ORAZ BOŻONARODZENIOWY 2024 [ZABAWĘ ZACZĄĆ CZAS]

CUKIEREK ALBO PSIKUS!
Duchy, zjawy i upiory. Diabły, strzygi, inne zmory. Dzisiaj ze swych grobów wstają i do Twoich drzwi pukają. Jeśli nie chcesz się ich bać, musisz im słodycze dać. Czarów, strachów jest to cień. Każdy straszy nas w ten dzień. Wszędzie zmory zaglądają i wścibskie muchy na śniadanie zjadają. Pająk łapkę tu wystawi, wiedźma w piecu dzieci spali. Strachu Ci napędzą sporo, popamiętasz mała zmoro! My jesteśmy straszne zmory. Bardzo groźne z nas upiory. Jeśli nie chcesz się nas bać, musisz nam cukierka dać. Daj cukierka dla nas kolego, a zapomnimy rozlać Ci w kuchni mleko. My jesteśmy małe duchy, które zjadają w kącie okruchy!
Tym jakże sympatycznym wierszem, witamy was serdecznie na otwarciu, co prawda spóźnionego, eventu halloweenowo-bożonarodzeniowego. Za wszelkie niedociągnięcia i opóźnienia chcielibyśmy przeprosić i o wyrozumiałość prosić ^^ Co, jak co, Administracja nie AI, w swoim tempie - co prawda ślimaczym - życie swe toczyć musi.

Odbiegając jednak na chwilę od tematu. Z całego serduszka chcielibyśmy powitać nowo przybyłych, czyli słodką Shori, zbuntowaną Dolly, zagubionego w chmurach marzyciela Carlosa, twardą i nieustępliwą Callas oraz walecznego Sybira! Życzymy wam wszystkiego najlepszego oraz masę weny i uciechy!
Dodatkowo: Podsumowanie jest już opublikowane, awanse rozdane i punkty czekają do rozdysponowania.

 A TERAZ NIE PRZEDŁUŻAJĄC JUŻ ZBYTNIO, SPRAWA WYŻSZEJ RANGI!

EVENT HALLOWEEN + BOŻONARODZENIOWY

DZYŃ DZYŃ! W ODDALI SŁYCHAĆ JUŻ DZWONKÓW BRZDĘK, SKĄD DOBIEGA TEN ZACNY DŹWIĘK? AH TO MIKOŁAJ W SWYCH PIĘKNYCH SANIACH! WIOZĄC PREZENTÓW STOS, ŚPIEWA NAM PRZEZ CAŁĄ NOC - HO HO HO, WESOŁYCH ŚWIĄT! PO NOCNYM NIEBIE MKNIE JAK BURZA, MIMO, ŻE POWOLI SIĘ ZACHMURZA. LECZ BEZ OBAW, DA SE RADĘ, BO TAK ZACNĄ MA BRYGADĘ! RENIFERY GALOPUJĄ I PRZESZKODY PRZEKSKUJĄ. JUŻ SĄ BLISKO JUŻ TUŻ TUŻ, WIĘC WYCZEKUJ ICH JUŻ JUŻ!

By umilić wam czas i zaoferować większą swobodę, postanowiliśmy połącz Halloween z Bożym Narodzeniem oraz z Nowym Rokiem!
Event rozpoczyna się z dniem 11 Listopada.
Jego koniec przewidziany jest na 30 Kwietnia!
Udział mogą brać również osoby nie należące do bloga.
Jeśli obserwujesz nas i masz ochotę dołączyć do zabawy - nie krępuj się. Przyjmiemy wszystko♥

Event jak zawsze składa się z dwóch części:
ARTYSTYCZNEJ
W tej kategorii znajdziecie [5] tematów, z których należy wybrać maksymalnie [3]. Można je wykonać dowolną metodą - w grę wchodzą między innymi akwarela, ołówek, kolaż czy digital art. Wybierz to, co lubisz najbardziej!
WAŻNE: Każdą pracę należy odpowiednio podpisać w ten sposób: "Event Bożonarodzeniowy/Noworoczny lub Halloweenowy (artystyczny ~" TEMAT")
PISEMNEJ
Rysowanie nie jest dla ciebie, lecz masz nakład weny, który chcesz przelać na ilość słów? W takim razie pisemny będzie w sam raz! Tak jak artystyczny, ta część również składa się z [5] tematów, z których należy wybrać maksymalnie [3]. Możesz wykonać wedle własnego uznania. Pamiętaj jednak, że treść musi zgadzać się z tematyką. Postaraj się również ograniczyć przekleństwa, a jeśli już musisz, koniecznie dodaj w nazwie tematu [+16].
WAŻNE: Każdą pracę należy odpowiednio podpisać w ten sposób: "Event Bożonarodzeniowy/Noworoczny lub Halloweenowy (pisemny ~ "TEMAT").
  • Najważniejsza zasada to dobra zabawa!
  • Tematów jest aż 5, a każda z nich wymaga oddzielnej pracy.
  • Minimum 1000 słów w opowiadaniach konkursu pisarskiego.
  • Większa ilość prac nie zapewnia pierwszego miejsca. Liczy się kreatywność <3
  • Wysyłając pracę, upewnij się, że w tytule zawarłeś imię swojej postaci!
  • Niemożliwym jest jednak, by za uczestnictwo jednego bohatera - drugi otrzymał jego nagrody.
  • Prace mają zostać wysłane na email: tittelle.tittelle@gmail.com lub email watahy: krolestwo.krwi@gmail.com
  • Rysunki nie muszą wyglądać niczym obrazy Matejki. Każdy z nas rysuje inaczej - jedni lepiej, drudzy troszkę gorzej, lecz każdy ma swój styl i talent!

ARTYSTYCZNY BOŻONARODZENIOWY/NOWOROCZNY

TEMAT I ~ "ŚWIATECZNA PRZEBIERANKA"
ZADANIE: Na kartce A4 lub w programie graficznym narysuj swoją postać w stroju Bożonarodzeniowym/Noworocznym. Co będzie mieć twoja postać w tak ważne dni? Czy będzie to coś wyszukanego, tradycyjnego, czy może kompletnie odklejonego od rzeczywistości? Pokaż, na co cię stać!
TEMAT II ~ "NIEZAPOMNIANA NOC!"
ZADANIE: Nowy rok to szczególnie ważny czas, w którym rozświetlamy niebo miliardem fajerwerków i bawiąc się do późna, celebrujemy wspólnie przy "odrobinie" alkoholu. Jak to jednak wygląda u ciebie? Narysuj swój Nowy Rok, uwzględniając choć jeden z jego symboli! 
TEMAT III ~ "WIGILIJNA WIECZERZA"
ZADANIE: Narysuj swoją postać w kulinarnym szale! Daj się ponieść wyobraźni i nie pozwól, by zabrakło ci składników! Gdzie i co dokładnie przyrządzisz na wigilijny stół? Kto wie, może nawet w Hell's Kitchen nie będą tak dobrze gotować, jak twoja postać <3 
TEMAT IV ~ "PREZENTY"
ZADANIE: Czas rozerwać na strzępy ozdobny papier! Z pewnością jeden z najlepszych momentów - nie licząc oczywiście samego spędzenia z rodziną, czy przyjaciółmi czasu - na jaki czekamy tego cudownego wieczoru. Narysuj zatem, co otrzymała twoja postać! Czy byłaś/eś grzeczny i Mikołaj spełnił twe marzenie, czy wręcz przeciwnie - otrzymałaś/eś rózgę?
TEMAT V ~ "DOWOLNE"
ZADANIE: Wedle własnego uznania, lecz praca musi być związana z Bożym Narodzeniem lub Nowym Rokiem.

PISARSKI BOŻONARODZENIOWY/NOWOROCZNY

TEMAT I ~ "ALTERNATYWNA RZECZYWISTOŚĆ"
ZADANIE: Dekorując choinkę z przyjaciółmi robi ci się słabo, po czym świat zaczyna wirować wokół ciebie. Mroczki przed oczami robią się coraz większe. Czujesz dziwne mrowienie i słyszysz w uszach bicie dzwonów. Wszystko wydaje się oddalać. Światło gaśnie. Gdzieś w tle rozpoznajesz głos przyjaciół, wołających do ciebie. Zamykasz oczy, odpływając. Budzisz się gwałtownie w nieznanym ci miejscu. Jest ci gorąco i duszno jednocześnie. Rozglądasz się. Pokój wygląda dziwnie znajomo, a jednocześnie tak odmiennie, że jesteś zdezorientowany i przytłumiony emocjami. Serce bije ci w piersi jak oszalałe. Po chwili dostrzegasz, że wyglądasz zupełnie inaczej. Zamiast sierści na całym ciele masz gładką skórę, która lśni od potu. Wstajesz na chwiejnych "nogach", zdając sobie sprawę, w jaką kreaturę się przemieniłeś. Intensywnie myślisz o swojej sytuacji, gdy drzwi otwierają się z hukiem, a w progu staje dziwnie znajoma ci postać, a za nią kolejna. Skądś ją kojarzysz, ale nie wiesz skąd. Każe Ci wstawać i pomóc w kuchni, bo przecież idą święta i nic się samemu nie zrobi. Próbując dojść do ładu, siadasz z powrotem na posłanie. Co zrobisz? Jak spędzisz święta w swojej alternatywnej rzeczywistości? Zrozumiesz sytuację, czy raczej pozostaniesz w swojej niewiedzy do końca? Pod choinką zastaniesz rózgę, czy może jakiś prezent? W którym momencie wrócisz do psowatego wcielenia? Jak będą zachowywać się inni w twoim otoczeniu? Daj się ponieść wyobraźni!
TEMAT II ~ " ŚWIĄTECZNE ŚLEDZTWO"
ZADANIE: Boże Narodzenie nachodzi szerokim krokiem, już tuż tuż, a ty jeszcze nie masz prezentu dla najbliższej ci osoby, bo postanowiłeś/aś zapiąć wszystko na ostatnią chwilę. Wychodzisz do miasta, gorączkowo rozglądając się za podarunkiem, gdy wtem słyszysz ściszoną rozmowę przypadkowych wilków. Nie potrafisz posłyszeć wszystkiego wyraźnie, ale wiesz już, że doszło do jakiegoś porwania. W pierwszej chwili jesteś w przeświadczeniu, że to chodzi o losowy wybryk i sprawa prędko się wyjaśni, lecz okazuje się to jedynie wstępem do poważnych problemów. W drodze do domu, już z zakupionym i starannie zapakowanym podarunkiem, zaczepia cię przyjaciel z Watahy, który zaczyna opowiadać straszne rzeczy. Najbliższa ci osoba została porwana! Usiłujesz skontaktować się z Alfą i władzami miejskimi, lecz pozostajesz bez pomocy. Sfrustrowany/a i zły/a postanawiasz przeprowadzić poszukiwania na własną łapę! Co się stało z twoim/ją ukochanym/ą? Kto posunął się do porwania i jaki miał motyw? Odkryj w sobie żyłkę Sherlocka i przeprowadź śledztwo! Miłej zabawy!  
TEMAT III ~ "SYLWESTROWY KŁOPOT"
ZADANIE: Nowy rok już za pasem, a tyle jeszcze do przygotowania! Pyszna i pożywna kolacja na Watahowe przyjęcie! W tej sytuacji Alfa zarządza wolne od wszystkich obowiązków i nakazuje spędzenie tej chwili z najbliższymi! Zostałeś przydzielony wraz z innymi do przygotowania Sylwestrowej kolacji, lecz występują drobne problemy. Brakuje potrzebnych składników, a pobliskie sklepy i kramy są zamknięte! Trzeba sporządzić listę najważniejszych i najpotrzebniejszych rzeczy i poszukać je na własną łapę! Polowanie, korzystanie z Watahowego ogródka, wszelkie sposoby dozwolone. Drugim kłopotem jest fakt, że ktoś próbuje wam w tym przeszkodzić! Być może to złośliwy chochlik albo zgorzkniały przeciwnik jakichkolwiek świąt? To wszystko ogranicza cię jedynie wyobraźnia i czas! Nie można pozwolić, by członkowie Dailoran powitali nowy rok z pustymi brzuszkami! 
TEMAT IV ~ "BOŻONARODZENIOWE ŻYCZENIE"
ZADANIE: Świąteczny czas rozpoczął się dość gwałtownie. Wszyscy wszędzie gdzieś biegają, nie wiedząc nawet, gdzie podziać myśli. Tylko szczeniaki beztrosko hasając wśród śnieżnych zaspach, kompletnie zatracają się w urokach dzieciństwa. Lecz kiedy przychodzi czas wieczerzy, do drzwi twojego domku puka jakiś nieznajomy. Skryty pod zimowym płaszczem osobnik, błaga o gościnę i ciepło w ten zimowy wieczór. Doprawdy nikczemnym czynem byłby odpędzenie biedaka, więc przyjmujesz go do siebie i wraz z rodziną/ bądź zaproszonymi przyjaciółmi, częstujesz smakołykami. Okazuje się jednak, że ów nieznajomy to magiczna istota, dobrym duchem, który za okazaną dobroć i uczynność, uraczy was jednym życzeniem. Jakie ono będzie? Dobrze się lepiej nad tym zastanowić, bowiem nieprzemyślane życzenie, okazać się może dodatkowym kłopotem. Powodzenia! 
TEMAT V ~ "ŚWIĘTA TWOICH MARZEŃ"
ZADANIE: Opisz twój dowolny sposób spędzenia świąt. Czy przydarzy Ci się coś ciekawego? Czy wszystko pójdzie po twojej myśli? Czy też wszystko zawali się na ciebie? Czy potraktujesz dzień świąt, jak coś szczególnego, czy jak każdy inny, pełny obowiązków bądź dobrej zabawy z przyjaciółmi? Wszystko zależy od twej wizji i wyobraźni!  

ARTYSTYCZNY HALLOWEEN

TEMAT I ~ "WYGLĄDASZ UPIORNIE"
ZADANIE: Czas na mroczny klimat! Zabłyśnij kreatywnością i narysuj swoją postać tak, jak wyobrażasz sobie, by wyglądała na halloweenowej imprezie przebierańców. Może wdziać czapkę z szerokim rondem i mamrotać zaklęcia nad nieprzyjemnie bulgoczącym kociołkiem. Albo wsunąć protezę długich kłów i odegrać sławnego Hrabiego Draculę Palownika. Pamiętaj, by uwzględnić upiorny koszyk na słodycze, który przyda ci się później!
TEMAT II ~ "CUKIEREK ALBO PSIKUS"
ZADANIE: Przyszła pora na łakocie! Przebrany w swój strój i z koszykiem w pysku, wyrusz w ozdobione Halloweenowo miasto Varona, by powkurzać mieszkańców i zdobyć nieco słodyczy. I biada tym, którzy nic ci nie dadzą! Koniecznie pochwal się swoim łupem z nocnego cukierkobrania. A może święto się nie udało, więc zamiast otrzymać łakocie, mieszkańcy otrzymali psikusa? Wróciłeś z wypełnionym po brzegi koszykiem łakoci, czy padłeś ofiarą żartu złośliwego ducha, który postanowił spałaszować cały twój trud?
TEMAT III ~ "UPIORNY POŚCIG"
ZADANIE: Podczas spaceru, otoczenie nagle spowiła gęsta mgła. Z twoich ust unosi się para, lecz nie widzisz niczego, co znajduje się kawałek dalej. Energia wokół ciebie zdaje się zamierać. Uczucie "ciszy przed burzą" coraz bardziej narasta. Wtem z dali usłyszeć można szalony śmiech i cichy tupot kopyt. Tylko skąd ten dźwięk? Z lewej, prawej?  Dziwne uczucie przenika cię na wskroś. Ktoś na ciebie patrzy. Chłód przebiega ci po plecach. Odwracasz się, a z mgły wyłania się szarżujący na Ciebie upiorny jeleń. Ma zielone, świecące się puste oczy, w których nie dostrzegasz nic, poza mrokiem. Jego rogi i kopyta płoną pomarańczowym blaskiem, lecz na końcówkach płomyków dostrzec można zielone odblaski. Cała postać spowity jest czernią. I pędzi wprost na ciebie.
TEMAT IV ~ "DYNIOGŁOWY"
ZADANIE: Strzeżcie się wszelkie upiory i złośliwe zmory, bowiem mrok mroczniejszy od jakiegokolwiek mroku, nadciąga i niebawem zacznie siać strach i spustoszenie. Tajemniczy jeździec, co wściekłą bestię z rodem piekła dosiada i nasz świat przemierza, i wedle pechowego zwyczaju swą głowę co roku gubi. Ten jawiący się w postaci czarnej zbroi zbój, wściekle iskrami strzela i sieje wszelkim istotom strach i znój. A więc śpiesz się i sposób znajdź, na złego ducha udobruchanie i z dynie jego wymarzoną głowę stwórz. Staraj się szczerze i baw się dobrze. 
Tu o stawkę ładu i życia gra się toczy, od ciebie więc zależy, jak sprawa się potoczy.
TEMAT V ~ "NOC GROZY"
ZADANIE: Dowolone [praca musi być związana ze świętem Halloween]

PISARSKI HALLOWEEN

TEMAT I ~ "NAWIEDZONY DOM"
ZADANIE: Uwaga! Do wszystkich, dla których dobro własne albo bliskich jest bardzo ważne! Pod żadnym pozorem nie zbliżajcie się do opuszczonego domu przy Samotnej Górze. Budynek pojawił się znikąd, niczym mara na nocnym niebie! Jest on otoczony pierścieniem drzew i ogarnięty leśną ciszą, lecz strzeżcie się! Kto znajdzie się w jego pobliżu bądź zdecyduje się zajrzeć w głąb jego trzewi, niechybnie skończy marnie. Czy to zachęta dla śmiałków bądź przestroga dla strachliwych, lecz wiedzcie jedno - Nikt nie powinien się tam kręcić, choćby ciekawość nęciła, a chęć przygody kusiła. 
Wszelakie paskudztwa i plugastwa się tam zalęgły, mroczne siły pod osłoną nocy niecne plany czynią, a gdy słońce na niebie świeci, aura mroku dalej trwać będzie. Lecz czy to wyłącznie bujda bądź prawda, tego nie da się sprawdzić w inny sposób, jak sprawdzić na własne oczy. Czy ów śmiałek zdoła zbadać każdy kąt zniesławionego dworzyszcza? Czy zakrapiane grozą nawiedzenie to wyłącznie bujda, wymyślona na rzecz straszenia psotne dzieciaki, czy też szczera prawda? Tego musisz się przekonać na własnej skórze. Najważniejsza jest dobra zabawa!
TEMAT II ~ "ZŁOŚLIWA DUSZYCZKA"
ZADANIE: Niemal daje się wyczuć ten niesamowity jesienny klimat. Nasz świat staje się też światem duchów. Wraz z opadającymi na ziemię różnokolorowymi liśćmi, dusze zmarłych nawiedzają nasze progi, a my nawet o tym nie wiemy. Goszczą nas i razem z nami spędzają ten cichy, a zarazem fascynujący czas. Nie wszystkie duchy jednak są w stanie zachować powagę i uprzejmość, bowiem zjawiają się też i takie, mające w naturze rozrabiać, niczym złośliwe chochliki. Jeden z nich pojawia się pod twoim dachem i robi wszystko, by tylko z jakichś znanych mu powodów uprzykrzyć Ci ten spokojny dzień. Musisz dowiedzieć się, co tak na prawdę gnębi zabłąkaną duszę i poznać jej psotliwą naturę. Tylko od ciebie zależy, jak poprowadzisz akcję z udziałem nieznośnego intruza. Być może przejdziesz od razu do czynów i wypędzisz go - choć to bez celowe, bo i tak po chwili powraca - albo wysłuchasz go i postarasz się mu pomóc. Święto duchów rozpocząć czas, a wraz z nim, koło niezwykłych wydarzeń wprawić w ruch. Ruszaj i baw się dobrze!
TEMAT III ~ "HALLOWEENOWE RYMOWANKI"
ZADANIE: Celem tego zadania będzie wejście w trzewiki poety, obudzić w sobie mistrza rymów i napisać związany z halloweenowym tematem wiersz. Nie musi on być dokładny i długi, nikt tu nie musi zgrywać Mickiewicza. Liczy się pomysł i wykonanie, no i co najważniejsze - dobra zabawa. 
TEMAT IV ~ "DIETA DLA WAMPIRA"
ZADANIE: Zbliża się dzień zmarłych! Czas, w którym granica między światem żywych a umarłych, przybiera bardzo cienką linię! Gdy dusze zmarłych nawiedzają świat doczesny i wałęsają się po nim, czyniąc niekiedy niespodziewane wizyty żyjącym w krainie istotom. Czy i ciebie nawiedzą, gdy wraz z przyjaciółmi - bądź rodziną - będziecie pochłonięci przygotowywania do świętowania tego jakże niesamowitego święta? Przygotowania zacząć czas! Do pomocy zbierz kilku znajomych - a jesteś samotnikiem i lubisz samodzielnie uporać się z zadaniem - między którymi rozdzielisz obowiązki i prace, jakie trzeba wykonać, by spędzony razem wieczór zmarłych był wręcz wyjęty z bajki! 
Wydarzyło się jednak coś, nie tyle dziwnego, co zdumiewającego! Wędrowne wilki, które zwiedziawszy się o zapowiedzianej uroczystości, postanowiły pomóc w przygotowaniach i razem z nami spędzić to święto w ciepłym gronie. Z uśmiechami długości bananów przyjmujemy ich pod swój dach, ale ewidentnie sytuacja w pewnym momencie przybiera zupełnie inny tor. 
Jeden z wędrowników, o obliczu niewiniątka, niespodziewanie przekształca się na waszych oczach. Jego kły wydłużają się, oczy migocą najmroczniejszą czerwienią, jaką kiedykolwiek widzieliście. Ostre pazury pozostawiają głębokie bruzdy na wszystkim, czego się dotknie, a czarno-czerwona poświata, niczym unoszący się dym, opiewa jego ciało. Postać zdaje się słyszeć bicie waszych serc i krew buzująca w żyłach. W końcu zdajecie sobie sprawę, czym jest - wampirem!
Legendy głoszą, że gdy ów wampira zaprosi się pod swój dach i według prawa gościny, nie uraczy się go jadłem ni napojem - w tym wypadku waszą krwią! - nie odejdzie stąd nigdy. Grozi wam niebezpieczeństwo i tylko od ciebie i zebranej ekipie zależy, jak wybrnąć z tej patowej sytuacji. Co zrobicie? Jaki okaże się wampir? Napoicie go własną krwią, czy może nakłonicie do zmiany diety, oferując mu coś innego? Może to być mrożąca żyły opowieść, bądź też zrywająca boki komedia. Wybierz i zdecyduj o swoim losie nim będzie za późno!
TEMAT V ~ "HALLOWEENOWY SZAŁ!"
ZADANIE: Uwaga! Halloween to noc, w którą każdy może przeżyć swoją mroczną przygodę po swojemu! Ważna jest dobra zabawa i liczą się chęci, by głębiej wniknąć w świat mroku, jaki będzie w stanie stworzyć twoja wyobraźnia. Może to być historia o gadającej dyni, która za garść cukierków, jakich jej podarujesz, spełni jedno twoje życzenie. Albo noc w opuszczonej posiadłości, która z pozoru nie jest taka opuszczona. Być może coś w niej mieszka? Może pragnący świeżego mięska wilkołak? Albo wampir, który kombinuje, jak tu uszczknąć choćby kropelki krwi? Administracja zachęca do kreatywnej pracy na własnych zasadach. Zakasać rękawy, pisać, pisać i jeszcze raz pisać, a Mooni z Exanem na pewno nagrody nie pożałują.

sobota, 9 listopada 2024

Podsumowanie miesiąca ~ Lipiec - Sierpień - Wrzesień - Październik

PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ LIPIEC
Silvan - 1 opowiadanie;
Tegaja - 0 opowiadań;
Miraż - 0 opowiadań;
Amnis - 0 opowiadań;
Filonoe - 0 opowiadań;
Calem - 0 opowiadań;
Amber
-  0 opowiadań;
Drago -  0 opowiadań;
Miguel -  0 opowiadań;
Dante Eziosso -  1 opowiadanie;
Atrehu -  0 opowiadań;
Itami -  0 opowiadań;
Naharys -  0 opowiadań;
Tuna - 1 opowiadanie;
Wichna - 0 opowiadań;
Midnight - 1 opowiadanie;

PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ SIERPIEŃ
Silvan - 0 opowiadań;
Tegaja - 0 opowiadań;
Miraż - 0 opowiadań;
Amnis - 0 opowiadań;
Filonoe - 0 opowiadań;
Calem - 1 opowiadanie;
Amber
-  0 opowiadań;
Drago -  0 opowiadań;
Miguel -  0 opowiadań;
Dante Eziosso -  0 opowiadań;
Atrehu -  2 opowiadania;
Itami -  1 opowiadanie;
Naharys -  1 opowiadanie;
Tuna - 0 opowiadań;
Wichna - 1 opowiadanie;
Midnight - 0 opowiadań;

PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ WRZESIEŃ
Silvan - 0 opowiadań;
Tegaja - 3 opowiadania. Postać awansuje na poziom [5] i tym samym staje się pełnoprawnym ratownikiem medycznym. Punkty umiejętności zostały już przydzielone;
Miraż - 1 opowiadanie;
Amnis - 0 opowiadań. Wedle życzenia właściciela postać ląduje w NPC. Wciąż jednak pozostaje członkiem bloga, którego można opisywać w swoich wątkach;
Filonoe - 0 opowiadań. Postać nieaktywna od roku, więc z dniem dzisiejszym zostaje zwieszona/usunięta, aż do odwołania;
Calem - 0 opowiadań;
Amber
-  0 opowiadań. Postać zgłosiła nieobecność na czas nieokreślony. Amber wraz z Bobem zostają tymczasowo zawieszeni do ich powrotu;
Drago -  0 opowiadań. Jak wyżej ~ Postać zgłosiła nieobecność, więc tymczasowo zostaje zawieszony;
Miguel -  1 opowiadanie. Postać awansuje na poziom [2]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Dante Eziosso -  2 opowiadania. Postać awansuje na poziom [2]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Atrehu -  0 opowiadań;
Itami -  0 opowiadań;
Naharys -  0 opowiadań;
Tuna - 1 opowiadanie. Postać awansuje na poziom [3]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Wichna - 0 opowiadań;
Midnight - 0 opowiadań;
DOLLY -  0 opowiadań;
CARLOS - 0 opowiadań;
SHORI - 0 opowiadań;
Callas - Dołączyła w Październiku, ale i tak dodam <3

PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ PAŹDZIERNIK
Silvan - 0 opowiadań;
Tegaja - 1 opowiadanie;
Miraż - 1 opowiadanie;
Calem - 0 opowiadań;
Miguel -  2 opowiadania. Postać awansuje na poziom [3]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Dante Eziosso -  0 opowiadań;
Atrehu - 0 opowiadań;
Itami -  4 opowiadania. Postać awansuje na poziom [8]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Naharys -  0 opowiadań;
Tuna - 2 opowiadania;
Wichna - 2 opowiadania. Postać awansuje na poziom [2]. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
Midnight - 0 opowiadań;
DOLLY - 1 opowiadanie;
CARLOS - 1 opowiadanie;
SHORI - 0 opowiadań;
Callas - 2 opowiadania;

Od Tegai ciąg dalszy Sybira ~ "Opatrzność losu"

~ Jak to jest, że moje najdroższe i najwspanialsze szczęście zawsze doprowadzi mnie w nowe i zaskakujące miejsca lub sytuacje? ~ to pytanie zadaję sobie każdego dnia. Nie było wyjątku, zawsze spotykało mnie coś, czego się kompletnie nie spodziewałam. Oczywiście nie narzekam z tego powodu, to wyciąga mnie z nudy i sprawia, że każdy dzień staje się wyjątkowy i niepowtarzalny. Tego dnia miałam zanieść potrzebne zioła do lecznicy. Jak zawsze musiałam zboczyć nieco z kursu, by podziwiać wiosenne kwiaty. Jak to się skończyło? Otóż spotkaniem z nowym wilkiem, które zdecydowanie sprawiło, że poczułam strach, zainteresowanie i podekscytowanie zaraz po sobie.
— Cóż... Po prostu z natury jestem dosyć ciekawska, ale w zdrowiej mierze. - Odparłam na jego słowa nieco zakłopotana. Usiadłam i z nerwów zaczęłam grzebać łapą w ziemi. Zebrałam w sobie na nowo odwagę i spojrzałam na samca.
— Jeśli chcesz... Mogę ci trochę pomóc. Mam do zaoferowania nocleg, posiłki... Wszystko, co niezbędne do życia. Wystarczy tylko jedno słowo. - odparłam i uśmiechnęłam się ciepło. Przestałam grzebać łapą w ziemi i na nowo wstałam.
— Skąd myśl, że będę chciał skorzystać? - spytał, a ja zachichotałam nerwowo.
— Jak już mówiłam to propozycja, do niczego cię nie zmuszę. - odparłam i spojrzałam przed siebie. — Mogę ci nawet wszystko pokazać, ale jestem już wystarczająco spóźniona. Najpierw muszę udać się do szklarni po zioła, a potem muszę zanieść je do lecznicy. Jeśli chcesz, możesz mi towarzyszyć. - odparłam i machnęłam kilkukrotnie ogonem. Moje spojrzenie padło na samca w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Po chwili zgodził się, a ja uśmiechnęłam się radośnie. Żwawym krokiem ruszyłam w kierunku szklarni.
— Wiesz, zdałam sobie sprawę, że nie spytałam cię o imię. - odparłam w pewnym momencie i spojrzałam na niego z uśmiechem.
— Ja jestem Tegaja. Pracuję jako Ratownik Medyczny i trochę jako farmerka. - odparłam wesoło i machnęłam ogonem. — A ty?
< Sybir? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 293
Ilość zdobytych PD: 147 PD + 20 PD+ 30% ~ 44 PD
Łącznie: 211 PD

wtorek, 5 listopada 2024

Od Miguela ciąg dalszy Itami ~ "Światło w ciemności"

 Zamilkłem na chwilę. Spoglądając w jej błękitne oczy, czułem, że powinienem coś powiedzieć. Tylko co? Z pewnością coś, co podniosłoby ją na duchu, zapewniło, że dla mnie rasa i czystość krwi nie ma znaczenia.
— Itami... - zacząłem i spojrzałem jej głęboko w oczy, aby podkreślić powagę moich następnych słów. — Dla mnie nieważne jest, czy jesteś czysta, czy też nie. Zapamiętaj, że nie jesteś "tylko" hybrydą. To czyni cię wyjątkową.
— I słabą. - dodała cicho. Przełknąłem ślinę i mlasnąłem pyskiem.
— Wiesz... Nie będę cię okłamywał. Fizycznie może odrobinę, psychicznie... Nazwałbym to raczej wrażliwością niż słabością. Gdyby wszyscy byli "twardzi", a nie "słabi" świat nie byłby tak zróżnicowany i pełen niespotykanych zjawisk. Jednym słowem byłby nudny. To czy ktoś jest silny, czy słaby... Zawsze odgrywa jakąś rolę. Twierdzisz, że jesteś tylko hybrydą. - odparłem i spojrzałem na swoje przednie łapy. Westchnąłem i przymknąłem oczy.
— Dla mnie jesteś wybawicielką. Uratowałaś mi życie. Gdyby nie ty, zdechłbym na miejscu. Ale ty, wykorzystałaś swoje umiejętności i wiedzę. Ja będąc czystej krwi wilkiem, dałbym plamy. - odparłem i znów spojrzałem na towarzyszkę rozmowy. Itami miała wzrok utkwiony w kubku. Mogłem wyczuć, że była zawstydzona moimi słowami.
— Wiesz... Kiedyś chętnie posłuchałbym o ziołach. - odparłem z lekkim uśmiechem. Jej uszy postawiły się na moje słowa, a ona zerknęła na mnie.

sobota, 2 listopada 2024

Od Sybira do Tegai ~ "Opatrzność losu"

Sybir śnił. Leżał w jakiejś porzuconej przez Sol i innych stodole, zanurzony w stęchłym sianie. O domowych warunkach na dzisiejszy dzień mógł zapomnieć, a jedynie co mu pozostało, to wspomnienia straty jego drugiej rodziny. Jego prawdziwa rodzina pewnie gdzieś wiedzie już szczęśliwe życie w obrębie stolicy, jak obiecano to jemu, gdy wstępował w szeregi szwadronu. I tylko zmęczenie zmusiło go, by przenocować w tej zapyziałej dziurze - przynajmniej nic nie lało się mu na głowę. Jednak koszmary dręczyły go do tej pory. I wybudzały go co jakiś czas. Sybir nie liczył czasu od następnego zaśnięcia, bo wiedział, że to bez sensu. O której by nie zasnął, i tak po jakimś blisko nieznanym czasie znajdował się w szarej rzeczywistości i śmierdzącym sianie. Wiercił się z boku na bok, a towarzyszący temu szelest siana może i nie działał mu na nerwy, ale uporczywie przypominał mu o rzeczywistości. Wspominał Etienne'a. 
Myśli, że jego nie ma już wśród żywych, pustka w sercu bolała go jeszcze bardziej. Niekiedy wydawało mu się, że pewnego dnia zbudzi go gwałtownym szarpnięciem na poranną musztrę... ale to tylko wyłącznie jego złudna wyobraźnia. 
W pewnym momencie, gdy koszmary znów wybudziły go już z i tak nędznego snu, przez otwory między kiepsko sklepanymi deskami stodoły zaczęły przelewać się blask wschodzącego słońca. 
Ziewnął głośno, przeciągnął się - zmęczone mięśnie nadal protestowały - próbował wstać, kiedy spod słomy wyskoczyła wystraszona myszka. Samiec z worami pod oczami odprowadził ją leniwie spojrzeniem, po czym wyszedł na poranne powietrze. 
Kolejny dzień szukania domu... kolejny dzień zmartwień o jedzenie i picie... a gdy i tego dnia niczego nie znajdzie, będzie musiał uznać tę stodołę za swój dom. 
Z jedzeniem też był problem. Od wczoraj nie udało się mu nic upolować - w tym celu poszedł sprawdzić wnyki, które zastawił poprzedniego dnia. Znalazł ku temu trzy idealne miejsca - dwie niewielkie kotlinki, w których lubiły żerować młode kozy i polanka, gdzie kręciło się tam stado jeleni. Szansa, że któreś pochwyci się w jego pułapki, była dostatecznie wielka. Jeśli dopisze mu szczęście, jeszcze dziś zdoła najeść się do syta. 

piątek, 1 listopada 2024

Od Sybira ciąg dalszy Wichny ~"Za przelaną krew"

Przed oczami stanęły mu twarze zabitych. Tych znajomych, jak i tych bezimiennych hybryd, które pozbawił życia. Migotały, jak w pierd***iętym kalejdoskopie, zmieniały się momentalnie, pozbawione oczu, wpatrywały się w niego pustymi oczodołami. Równie dobrze mógłby to być jakiś koszmarny sen i zaraz zbudzi go zapach pieczonego nad ogniskiem mięsa. Śmiechy podchmielonych towarzyszy i krzyk Etienna niezadowolonego z faktu, że Sybir zasnął na swojej pierwszej warcie. Pewnie też złoi go w namiocie, jak to na dowódcę i drugiego ojca przystało... a potem klepnie go w kark i zapowie, by dołączył do kompani przy ognisku. Jednak nie. 
Twarze przemawiały do niego, wpatrywały się jedynie w milczeniu nad jego nędzną dolą - czuł się zupełnie, jak skazaniec w czyśćcu, a spoglądające zaś nań mroczne oczodoły, to wzrok oskarżycieli. A gdzie był sędzia? Tego Sybir nie wiedział. Wiedział jednak to, że nie musiał nikogo za nic przepraszać - tak postąpiłby każdy, kto posiada prawo do ochrony własnego życia. I obrony przed gniewem swych druhów. Sumienie miał czyste i nie zamierzał się z tym kryć. 
Żałujesz? Usłyszał wewnątrz siebie głos - być może rozsądku - brzmiał niewyraźnie, był stłumiony, jak gdyby dobiegał z głębi wody. Mimo tego zrozumiał i odparłby bez wahania, że nie.. nie żałuje. Usta miał jednak suche i nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa. Zastanawiał się jednak, czy dalej żyje - a może jednak umarł i oczekuje na proces, w którym stanie przed Wszechmatką i Stwórczynią wilczego gatunku. Miał swoje usprawiedliwienie czynów, które popełnił niedawno. Tylko, czy Sol weźmie je pod uwagę? 

środa, 30 października 2024

Od Itami ciąg dalszy Miguela ~ "Światło w ciemności"

Dziś Itami spała wyjątkowo źle, mimo że tak, jak zalecił jej pustelniki, godzinę przed snem, wypiła dwa trzy łyki leku nasennego. Nigdy nie lubiła jego smaku, ale zmieszany z jakimś słodkim owocem, momentalnie dawał o sobie zapomnieć. Sama nie wiedziała, czy to przez to, że pomimo upalnego dnia, przeszywały ją zimne dreszcze. Dziwne uczucie niepokoju kłuło ją w piersi, przyspieszyło tętno, a uczucie zaś, podobne do tego, gdy spada się z wysokości, potęguje fakt, że nie potrafiła wyjaśnić, czego tak na prawdę się lęka. W końcu usiadła, usiłowała uspokoić się kilkoma haustami głębokiego wdechu. Oddychała tak, jak ją szkolono... płynny głęboki wdech, krótka, kilkusekundowa pauza i wydech. Gdy to nie pomogło, zacisnęła mocno palce na futrze między jej drobnymi, dojrzewającymi sutkami. I też nic. Ostatecznie wczepiła spojrzenie w najbardziej zanurzony w mroku nocy punkt jej pokoju. Myślała nawet, czy aby doprawić się dodatkową dawką leku uspokajającego - ale z punktu widzenia medycznego wiedziała, że to był zły pomysł. 
Zasnęła może dwie... może trzy godziny przed świtem, ale i tak obudziła się z worami tak widocznymi, że musiała maskować je pomadką. Choć i to dało mierny efekt. W kuchni zjadła mierne śniadanie i wyruszyła na służbę do lecznicy, zachowując w głowie kompletną pustkę. Na miejscu zażyła jeszcze leki pobudzający centralny układ nerwowy, by chociaż przez chwilę zachować szczątki procesu jasnego myślenia. I zaś w tyle głowy odezwał się pełny niezadowolenia ton Atrehu - jej najdroższego przyjaciela. Nie za bardzo trujesz się tymi lekami, skarbie? To niezbyt zdrowe. Mówię to, bo martwię się o ciebie. Cóż... on nie potrzebował leków, by w swoim życiu zachować choćby pozory normalności.

wtorek, 29 października 2024

Od Wichny ciąg dalszy Sybira ~ "Za przelaną krew"

– Do cholery jasnej…
W mroku pomieszczenia rozległo się wściekłe syknięcie, a po nim huk przerzucanych, którym udawało prześlizgnąć się przez nie dość szczelnie zasunięte zasłony. Promyki tańczyły po kruczej szacie wilczycy, która walczyła z przytłaczającą ją zawartością schowka. Mimo porannego chłodu w domu panował zaduch. Powietrze trąciło dymem i ostrymi aromatami dekoktów, które od kilku dni panowały nad myślami Wichny. Wszystko zaczęło się, gdy natrafiła w bibliotece miejskiej na tajemniczy rękopis. Miała szczęście, że światła w rzadko odwiedzanych zakamarkach przybytku nie były regularnie zapalane, inaczej najprawdopodobniej nawet by go nie zauważyła. W mroku jednak poczuła jego elektryzującą obecność i nie musiała długo zastanawiać się nad podniesieniem go. Ku zdziwieniu jej, jak i bibliotekarza, zwoju nie było w katalogu bibliotecznym. Wzięła go zatem ze sobą, zostawiwszy wcześniej w bibliotece swoje miejsce pobytu, gdyby jednak odnalazł się właściciel. Nie spodziewała się, żeby to się jednak wydarzyło. Rękopis był stary i nie czuć było na nim zapachu żadnych żywych stworzeń, jakby nikt nie dotykał go od lat.
W powietrze wzbiła się chmura gęstego kurzu, gdy Wichna szarpnęła za coś leżącego na dnie sterty czegoś, co było niegdyś prawdopodobnie czyjąś garderobą. Po przyłączeniu się do watahy wadera podjęła decyzję o zajęciu stanowiska młodszego maga i uczeniu się od innych wilków w okolicy. Nie miała zbyt wielu obowiązków, przynajmniej na razie, więc korzystała z wolnego czasu, badając zaklęcia i zwoje, które do tej pory pozostawały zakopane w jej jukach i czekały, aż Wichna odkryje ich tajemnice. Wadera zawsze miała słabość do nauki, do której prawa odmawiano jej w dzieciństwie.
Długi ogon zadrgał, naprężył się i nagle stos materiału, pod którym znajdowała się wilczyca, runął. Zakurzone szmaty walały się już po całym domu, ale Wichna nic sobie z tego nie robiła. Tak naprawdę prawie nie zauważała brudu panującego w pomieszczeniu, które wynajęła przelotnie i to za bezcen. Dla niej liczył się tylko wschodni kąt pokoju, w którym rozłożyła swoją przenośną pracownię. Tam, jak żołnierze w równych rządkach, poukładane były fiolki, moździerz, mały kociołek, kilka deseczek do krojenia i misek zapełnionych drogocennymi składnikami. Leżał tam i on, ów tajemniczy zwój. Wichna otrząsnęła głowę z pajęczyn i piachu i uśmiechnęła się do siebie. Pierwszego dnia, gdy weszła do tego zapyziałego mieszkania, podejrzewała, że tylko kwestią czasu jest, aż ktoś ją tu okradnie. Schowała więc kilka niezbędnych rzeczy na później, w jedynym miejscu, którego sama wolała nie tykać. Nakazała cieniom przenieść kamienie runiczne, roślinne rzemienie i zęby na blat. Poczuła drugą parę zadowolonych oczu za sobą, ale zdecydowała się je zignorować. Istota podążyła jednak za nią.

Od Sybira do kogoś ~ "Za przelaną krew"

Do wszystkich zainteresowanych wątkiem Sybira. Jeśli nie interesuje was tak szczegółowa historia Sybira, zacznijcie czytać od  <Dorosłość>  by dojść do czasów obecnych

< Dzieciństwo>

Tego dnia zima była o wiele surowsza, niż mały Sybir mógł przypuszczać. Doskonale zapamiętał ten dzień, gdy spowita śniegiem i lodem kraina, nagle stała się jedną wielką pustynią. Mieszkańcy ów doliny tego dnia woleli nie wychodzić ze swoich domów, a jak się później okaże, choćby dlatego, by nie skończyć, jak dwójka zamarzniętych wilków. Znaleziono ich pod schodami okolicznej karczmy i wydawać by się mogło, że w drodze do ciepła, dzielące ich dosłownie milimetry przyczyniły się do ich paskudnej śmierci. 
Tego też dnia, a to jest dziesiątego grudnia, brygada zjednoczonych pod jednym sztandarem wędrownych wojowników, zawitała do jego rodzinnej watahy, szukając dodatkowych szabli do swej kompanii. Sybira ciągnęło do wielkiego świata - choćby ze względu na fakt, że w swoim życiu nie widział niczego innego, poza skute lodem okolice i otaczający je półpierścień wysokich Gór Rwistych - toteż gdy jeden z wojowników załomotał w drzwi rodzinnego domu, basior wyłonił się zza pleców matki, by dokładnie przyjrzeć się przybyszowi. 
Był to postawny, wysoki basior z oszronionym białym futrem, skrytym pod grubym materiałem lnianego płaszcza, obszytego niedźwiedzią garbowaną skórą. Spod kaptura, którego cień ogarniał ponaznaczany bliznami pysk, błyskały wyraziste, ostre spojrzenie jadowitych oczu. 
— Witam mieszkańców tego domu. 
Wypowiedział znajomą w tych okolicach formułkę powitalną. Ton miał szorstki i nieprzyjemny, niewątpliwie należący do kogoś, kto w życiu nie wyznaje zasady "litość ponad każdego". Wzrok przejrzysty, dość trzeźwy lustrował wszystkich zgromadzonych domowników z minami tak obłędnymi, jak gdyby ten powitał ich w kompletnie obcym języku. Za nim weszło jeszcze dwóch, podobnie odzianych wojowników o czystej magicznej krwi - tak bynajmniej się określali o niebywale masywnych sylwetkach. 
— Poszukujemy ochotników do naszej dzielnej kompanii - kontynuował starszy basior, gdy nie usłyszał żadnych słów powitań, czy choćby nawet zaproszenia do miejsca przy płonącym wesoło ognisku — W zamian za sowite wynagrodzenie i zapas żywienia dla rodziny. 
Sybir - jeszcze wtedy nazywał się Kazan - zdawał sobie sprawę, pomimo tak młodego wieku, że tacy wojownicy, jak oni, nie działają za zwyczajne "dziękuję". Równie dobrze mogliby kogoś zostawić na śmierć, gdyby nieszczęśnik sprawiał tylko wrażenie nieśmierdzącego groszem. Takich bywalców niesławnie nazywano najemnikami. Pogardliwie żołdakami zwani. Gdy wilk nadal nie doczekał się spodziewanego efektu, zamlaskał coś pod nosem i bezwstydnie splunął w ogień, który zaprotestował przeciągłym syknięciem. A potem jego spojrzenie zatrzymało się na Kazanie, który jako jedyny z pozostałego rodzeństwa, przyglądał się przybyszowi bardziej z ciekawością, niźli niepokojem. To przykuło uwagę wojaka i zniżył głowę, by spojrzeniem zrównać się z oczami malca. Rodzice próbowali interweniować, ale powstrzymali ich pozostali wojownicy. 
— Jak Ci na imię, mały? 
— Kazan - odpowiedział cicho samczyk, nie ruszając się z miejsca. Chwilę później opuścił głowę. Nie potrafił dłużej znieść zimnego spojrzenia dorosłego wilka, miał wrażenie, że od dłuższego patrzenia, ze strachu serce wykopyrtnie mu się na drugą stronę. Później zwrócił się do jego rodziców. 
— Chcę tego malca - oznajmił komandor najemników zdecydowanym i nieznoszącym sprzeciwów tonem. 
— Ale... - mruknęła matka, urwała już na początku, jak gdyby sama nie wiedziała, co powiedzieć. — Nie ma takiej możliwości.