Witajcie nasze najdroższe Wilczki!Z całego serca chcemy podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w naszej magicznej, nieco upiornej, a zarazem ciepłej i świątecznej zabawie! Mamy ogromną nadzieję, że choć świat realny nie odpuszcza i czasami zagania nas w swoje szpony, to te wspólne chwile w naszej watahowej przestrzeni przyniosły Wam odrobinę radości i inspiracji.Szczególne podziękowania kierujemy do Cookie, której opowiadanie urzekło nas bezapelacyjnie i zostało jedyną, za to wspaniale dopracowaną pracą literacką tego eventu. Gratulujemy zwycięstwa – jesteś niezaprzeczalną bohaterką tej edycji!
Równie wielkie ukłony ślemy w stronę naszej cudownej Tegai, która dostarczyła nam prac graficznych w klimacie wydarzenia. Twoje zaangażowanie i kreatywność zostaną uczciwie nagrodzone – możesz być z siebie dumna!Event Halloweenowy – Temat 1 ~ "Wyglądasz upiornie"Ta praca robi ogromne wrażenie pod względem szczegółowości, wyrazistości postaci oraz kreatywności w przedstawieniu każdego wilka w innym klimacie (Halloweenowo-klaunowym, bat-wilkołaczym, z młotem "Carlos"!). Świetna kolorystyka, tło idealnie pasujące do nastroju Halloween, a jednocześnie dużo charakteru.Event Halloween – Temat 1 ~ "Wyglądasz upiornie"Urokliwa, prostsza stylowo grafika, ale z wielkim wdziękiem. Kolorowe tło, nietoperze i dynie świetnie wprowadzają nastrój Halloween. Styl bardziej cartoonowy, ale trafia prosto w serducho.Dodatkowo wyróżnienie ~ Event Bożonarodzeniowy – Temat 1 ~ "Świąteczna Przebieranka"Ciepła, świąteczna atmosfera i bardzo estetyczna stylizacja postaci. Barwy są żywe, a kompozycja przyjemna dla oka. Postać wygląda uroczo i klimatycznie – świetna robota!PISARSKIChoć do naszego eventu zgłoszono tylko jedno opowiadanie, jego jakość absolutnie zasługuje na wyróżnienie – zarówno pod względem stylu, jak i klimatu, jaki stworzyło. Z ogromną przyjemnością ogłaszam, że pierwsze miejsce zdobywa...Event Halloweenowy – Temat 2 ~ "Złośliwa Duszyczka"To przepiękna, ciepła, nastrojowa historia o dziecięcej wrażliwości, odwadze, magii i delikatnym przejściu od strachu do zrozumienia. Mała Shori musi zmierzyć się nie tylko z bałaganem, ale też... nieproszonym gościem z zaświatów!. W opowiadaniu zachwyca: przytulny świat pełen detali, urocza i silna bohaterka, z którą łatwo się utożsamić, subtelne elementy magii i emocji, które zostają z czytelnikiem na dłużej.
Nagroda: 8000 PDJednocześnie – z pełną szczerością – musimy przyznać, że frekwencja w tym wydarzeniu była mniejsza, niż zakładaliśmy. Choć trochę nas to zasmuciło, rozumiemy, że życie potrafi przytłoczyć nawet najbardziej dzielnego wilka. Mimo to nie rezygnujemy – wierzymy, że kolejne eventy przyniosą więcej ciepła, magii i chęci do działania. A nagrody? Nadal będą czekać! Zatem dziękujemy Wam – za udział, za obecność, za każdą chwilę spędzoną z nami. Event oficjalnie uznajemy za zakończony, a nagrody wyruszają w drogę do swoich właścicieli.Z watahowym uściskiem,Mooniś & Exan
Shori postanowiła pobawić się na własnym podwórku. Jej rodzina mieszka bowiem w jednym ze starszych, ale bardzo urokliwych domów z kamienia. Ten jasny materiał, w lecie chronił przed nadmiernym ciepłem, zaś gdy zaczęło się robić chłodniej, bardzo dobrze utrzymuje ciepło. Zaletą tego prostego, piętrowego domu jest niewielki ogródek wydzielony najzwyklejszym w świecie płotem wykonanym z bali drewna. Shori była na tyle zwinna, że bez problemu przeskakiwała już pomiędzy górna i dolną belą, bez najmniejszego draśnięcia. Shori uwielbia się bawić w domowym ogrodzie i może nawet robić to już bez ciągłego nadzoru starszego rodzeństwa, albo matki. Tak długo, jak nie zapuszcza się za wielką “bramę”, która tak naprawdę jest czymś w rodzaju prostokątnego łuku. Na bramie tej wiszą podkowy oraz miedziane dzwonki. Wilczątko zapytało raz mamy, dlaczego wiszą one w tamtym miejscu skoro gdy wieje silny wiatr to dzwonią cały czas. Ba! Nawet nie służą do zapowiadania gości. Stormi uśmiechnęła się ciepło i wyjaśniła, że w jej rodzinie wierzą, iż dzwonki pomagają znaleźć bezpieczną drogę zbłąkanym duszom i wędrowcom, ale odstraszają duchy mogące zrobić komuś krzywdę. Chmurka wzięła sobie te słowa do serca, dlatego zawsze starała się bawić tak, by ich czasem nie uszkodzić. Była pełna podziwu tego, w jaki sposób je powieszono, tak, że nawet najsilniejszy wiatr nie mógł ich zrzucić.
Nowym ulubionym zajęciem Shori było polowanie na liście. Tych nie brakowało w ogrodzie i nawet dookoła niego, gdyż dom znajduje się w mieszanym lesie. Złapane liście, jak trofea zbierała do niewielkiego koszyczka, który pożyczyła od Yoshiego. Miała już całkiem sporą kolekcję. Podczas skakania za liśćmi, by złapać je zanim upadną na ziemię, udało jej się nawet na krótko poszybować, gdy wiatr zawył mocnej. Niesamowite uczucie. Shori obiecała sobie, że szybko nauczy się tej sztuki. Jak na razie brat i matka powtarzają jej, że jeszcze za wcześnie na prawdziwą naukę latania. Shori musi dobrze wyćwiczyć skrzydła zanim będzie w stanie sama wzbić się do lotu. Ta informacja jednak nie zniechęcała Chmurki. Biała wadera napięła mięśnie i przygotowała się do kolejnego skoku w kierunku pięknego czerwonego liścia klonu, gdy do jej uszu dobiegł wściekły głos ojca. Wilczątko zastrzygło uszami słysząc dźwięk przerywający zabawę. Odwróciła się w stronę drzwi, w których stał postawny basior.
– Shori?! Do mnie natychmiast! – Szczenię zdębiało. O co mogło chodzić? Czyżby nie zrobiła czegoś, o co prosił ją Tatsuya? Swój pokój posprzątała, pomogła mamie nakryć do stołu i nawet dzielnie czytała Buni ze swojego podręcznika do nauki run. Czytanka była tak nudna, że planowała przed tym uciec, aż do wieczora, ale pomimo tego wytrwale przeczytała na głos aż 10 stron. – Shori!
Słysząc ponowne wołanie samca, szybko ruszyła w stronę drzwi domu. Gdzie to już w ciepłym korytarzu, stał niezadowolony basior, tupiąc palcami o bazaltową posadzkę.
– Stało się coś tato? – zapytała grzecznie, w końcu nie znalazła powodu, dla którego miałaby ponosić jakieś nieprzyjemne konsekwencje. Jednak im dłużej przyglądała się twarzy niezadowolonego rodzica, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że chyba jednak za coś dostanie. Basior westchnął głośno.
– Prosiliśmy Cię z Mamą, abyś przed wyjściem na dwór posprzątała w swoim pokoju. – Shori przytaknęła skinieniem głowy, ale się nie odezwała. Wiedziała, że to nie wszystko co ma jej do powiedzenia, a ojciec nienawidzi jak się mu przerywa. – Dlaczego wyszłaś z domu, gdy nie zostało to zrobione? – Spytał. Nie zrobienie? Ale jak to? Przecież przez dobre dwie godziny Shori męczyła się z upchnięciem drewnianych zabawek do kufra, a swoje pluszaki układała z największą precyzją, tak by idealnie układały się jak kolory tęczy. Ponadto sama, bez pomocy pościeliła swoje legowisko z futer, a piękny dziergany kocyk złożyła w kosteczkę i ułożyła obok poduszki. Pokręciła głową, marszcząc przy tym nos z niezadowolenia.
– Przecież posprzątałam. – Oburzyła się, ale pomału wypowiedziała te słowa. Nie chciała przecież odpyskować tacie. W końcu nie miała powodu by kłamać. Widząc niezadowolenie na twarzy basiora dodała szybko. – Mogę Ci pokazać. – Pociągnęła lekko wilka za łapę, by ten udał się za nią do pokoju na piętrze. Pokonali drewniane schody i skierowali się do pierwszych drzwi na lewo. Wadera naskoczyła na klamkę i popchnęła drzwi. Szczęka jej opadła na ziemię, gdy jej oczom ukazał się jeden wielki bałagan. Zza pleców usłyszała zawiedzione westchnienie ojca. Samiec zostawił szczenię wiedząc, że te wie co ma zrobić. Kara nie była potrzebna, w zasadzie Shori nie miała jej dostać. Chmureczka jednak była załamana. Chodziła po pokoju podnosząc coraz to różne przedmioty.
– Ale… Ale… Ale jak? – Wyjąkała. Przecież ona już sprzątała. Kto mógł to zrobić? Starszego rodzeństwa od świtu nie było w domu, z resztą to nie w ich stylu by nabałaganić, a już w szczególności by zrobić na złość młodszej siostrze. Nikt inny również nie mógł znowu nabałaganić w pokoju. Więc jak do tego doszło? Shori nie rozumiała tego, ale ponownie zabrała się za sprzątanie. Skończyła już układać maskotki i zabrała się za sprzątanie drewnianych figurek zwierząt łownych, gdy do jej uszu dobiegł głuchy dźwięk. Wiedziała, że to odgłos spadającej na posadzkę maskotki. Odwróciła głowę w stronę legowiska. Pluszowa, fioletowa ośmiorniczka nie leżała już grzecznie obok zielonego nietoperza, ba nawet nie leżała obok legowiska. Jakaś niewyjaśniona siła cisnęła pluszakiem w kierunku zamkniętego okna, 2 metry od jej poprzedniego miejsca spoczynku.
~Co jest?~ Pomyślała. Przecież nie ma przeciągu. Odstawiła małego jelonka do skrzynki na zabawki, po czym podeszła ostrożnie do pluszaka, węsząc w powietrzu i przy ziemi. Nieznany ale delikatny zapach unosił się w powietrzu. Shori miała wrażenie, że jego obecność powoduje iż zaczyna się jej robić zimno w nos.
– Aciu! – Kichneła, upadając na zad od pędu powietrza. Dziwna sprawa, nie mniej jednak Shori nie wyczuła w zapachu żadnego zagrożenia, tylko tyle iż był on nowy. Trochę specyficzny ziemisty, ale z domieszką miodu albo cynamonu? Ciężko było jej go określić. Postanowiła jednak nie drążyć tematu dopóty nie skończy sprzątać pokoju. Podniosła więc pluszową ośmiorniczkę i odłożyła ją grzecznie na miejsce, obok legowiska. Następnie Shori sprawnie pozbierała książki z podłogi, po czym ułożyła je w szeregu na niewielkim regale, obok niskiego stolika. Teraz pokój ponownie lśnił czystością. Wadera zamierzała właśnie opuścić pomieszczenie, gdy nagle usłyszała cichy szloch i oburzony szczenięcy głosik.
– Łeeee łeeee i gdzie tu zabawa? – Chmurka zastrzygła uszami, odwracając się w kierunku, z którego dobiegał piskliwy, szczenięcy głosik. Minęło jednak dobrych kilka sekund nim mogła kogoś dostrzec. Dopiero po chwili oczom waderki pomału ukazała się niemalże przezroczysta postać burego szczeniaka o piegowatym pysku i błękitnych oczach. Wilczek pomimo braku skrzydeł unosił się o grubość ogona nad ziemią i wyglądał jakby “położył się” w powietrzu. Odwrócił się niedbale na plecy i przechylając lekko głowę kontynuował wywód.
– Wy nic nie robicie, tylko sprzątacie! Jak można kontynuować zabawę po sprzątnięciu zabawek? – Oburzył się po czym przybrał minę, jakby doznał olśnienia. Uśmiechnął sie pod nosem i dosłownie sekundę później zniknął robiąc coś w rodzaju *POOF*. Shori zamrugała kilka razy, niedowierzając własnym oczom. Czyżby to był duch? Z takim przemyśleniem ruszyła biegiem w kierunku korytarza. Miała dobre przeczucie bowiem tam dostrzegła duszka, który w jakiś niewyjaśniony sposób był w stanie podnieść dość sporych rozmiarów wazon z gałązkami wiśni. W korytarzu rozległ się cichutki śmiech rozrabiającego szczeniaka.
– Nawet nie próbuj! – Zaprotestowała wilczyca doskonale wiedząc jaki jest plan duszka. Pędem ruszyła w jego kierunku jednak było już za późno. Wilczyca leżała jak długa, tuż przed obiektem. Wazon z hukiem spadł na ziemię i rozbił się na miliony kawałeczków. Jeden z okruszków rozciął nawet delikatnie policzek wilczycy. Duszek szybko zniknął przelatując przez ścianę do gabinetu rodziców, będącego zarazem biblioteką, a dosłownie chwilę później przybiegła Stormy, matka waderki. Wyraz pyska szarej wilczycy wyrażał najpierw strach zmieszany z szokiem, a później smutek.
Shori aż zaszkliły się oczy. Wazon, który zbił złośliwy duch szczeniaka, był ulubionym wazonem mamy waderki. Na domiar złego, tam pewnie nie uwierzy, że to duch robił go, a nie Shori. Chmurka pociągnęła nosem i podeszła do matki, ta nic nie powiedziała, sprawnym ruchem skrzydeł otarła łzy swej jedynej córki, po czym przytuliła ją do siebie. Draśnięcie na policzku nie było głębokie. Wilczyca przetarła je córce ziołową nalewką, co zapiekło, ale nie było zbyt długim dyskomfortem. Po chwili wadery wspólnie sprzątały za pomocą słomianych miotełek, resztki dekoracji z ozdobnej, drewnianej podłogi. Następnie Shori udała się do Buni. Planowała się jej zwierzyć, mimo iż było spore ryzyko, że ta jej nie uwierzy w historię o złośliwym duchu. Ku zaskoczeniu waderki, stara wilczyca podsunęła jej pewne rozwiązanie, które planowała wcielić w życie Shori. Spytała Stormy czy mimo dzisiejszej nieprzyjemności może się poczęstować kilkoma ciasteczkami i sokiem. Matka wilczątka nie miała nic przeciwko temu. Przygotowała kilka ciastek na talerzyku oraz podała córce kubeczek z świeżym sokiem owocowym. Shori podziękowała po czym skierowała się z powrotem do, jak się okazało pustego gabinetu rodziców. Narysowała okrąg kredą, po czym rozstawiła kilka świeczek dookoła i powtarzając w myśli zapalała je pokolei. **~Od Ognia, co skory do złości, od Ziemi, która nie dała Ci odejść, od Wody, której rzeki łez wysłałeś, od Wiatru, który się bawi w swej bezsilności oraz Ducha którego psotną naturą jesteś. Przybądź i weź tę ofiarę słodkiego i goryczy, i odejdź w pokoju!~**. Zapalając ostatnią świecę. Postawiła talerzyk i kubek do środka kręgu. Po chwili świece zaczęły migać, lecz nie zgasły całkiem. W środku kręgu pojawił się złośliwy duszek.
– Co zrobiłaś? –Spytał zdezorientowany. Próbował wyjść poza linię jednak odbił się jak od ściany.
– Podobno nie umiesz znaleźć spokoju. – Wyjaśniła. – Przygotowałam dla Ciebie coś dzięki czemu będziesz mógł wyjść na zewnątrz i nie będziesz zamknięty w domu. – Duszek przekrzywił lekko głowę, jakby nie wierząc słowom skrzydlatej waderki.
– Ale duchy nie potrafią jeść. – Stwierdził po chwili duszek.
– Chociaż spróbuj. – Nalegała Chmurka. Duszek przekręcił oczyma ale dla się namówić. Dziwnym zbiegiem okoliczności udalo mu się zjeść ciastko i popić je sokiem. Już po chwili duszek uśmiechnięty aż rozbłysł pozytywną energią.
– Dziękuję! Naprawdę lepiej się czuję. – Uniósł się niemal pod sufit po czym oślepiające światło zabłysło, zawiał wiatr i świece zgasły. Shori zasłoniła oczy skrzydłem. Aby już po chwili zobaczyć, że po duchu i drobnym rytuale nie został nawet ślad, jedynie świece i naczynia pozostały na swoich miejscach. Od tamtej pory duszek nie niepokoił więcej Shori i jej rodziny. Dusza szczeniaczka znała wreszcie spokoju i wszystko dobrze się skończyło. Jednak to dopiero początek przygód uroczej Shori. Co czeka ją następnym razem?




