Czułam się całkowicie zagubiona i nie potrafiłam pojąć tego, co się działo wokół mnie. Dziwne uczucie zagrożenia zaczęło mi towarzyszyć. Wizyta wilków, zachowanie Sybira, to wszystko wpłynęło na mnie bardziej, niż chciałabym przyznać. Nie wiem, jak Sybir to uczynił, ale skutecznie zburzył moją pewność siebie, wprowadzając chaos myśli.
— Tak... Wracajmy - szepnęłam cicho i ze skulonym ogonem i zgarbioną postawą, ruszyłam ponownie na strych. Jednak wciąż nie mogłam poukładać myśli. Mimo iż chciałam je oczyścić i skupić się na sprzątaniu, na wypieraniu mrocznych obaw dotyczących samca, nie byłam w stanie tego zrobić. Patrząc na Sybira, czułam teraz niepokój i zwątpienie. Cóż, tak naprawdę wciąż nie znałam go zbyt dobrze, ale na pierwszy rzut oka wydał mi się naprawdę w porządku. Polubiłam go i widziałam w nim kandydata na przyjaciela... No... I muszę przyznać się bez bicia, że zaimponował mi też w innych kwestiach, ale teraz to wszystko straciło znaczenie. Wilki z watahy ostrzegały przed niebezpieczeństwem. Może i nie jestem jedną z najbardziej inteligentnych w watasze, ale łącząc wszystkie kropki, widziałam, że może szykować się zagrożenie. Ale czy nie pędziłam myślami zbyt pochopnie? Gdyby Sybir chciał zrobić mi krzywdę, już dawno by mnie zabił lub zranił. Ale on tego nie zrobił. Zamiast tego pomaga mi z moimi gratami na strychu. Czy tak robią mordercy? Pomagają ofiarom?
— Hej, jesteś tu? - usłyszałam jego głos, co wyrwało mnie z fali moich zmartwień i myśli. Niemal wpadłam w szafę, która stała w kącie. Zerknęłam na Sybira, który wciąż się uśmiechał, ale jego uśmiech dziwnie mnie niepokoił.
— Ja... Tak, przepraszam. Zamyśliłam się, wiesz, jak to jest.- odparłam, próbując brzmieć swobodnie, lecz mój głos lekko drżał. Samiec przyglądał mi się przez chwilę. Czułam, jak krople potu pojawiają się na moim karku. Zrobiłam się nerwowa.
— Tak, wiem, ale musisz uważać. Bujanie w obłokach w takiej chwili może być niebezpieczne.- odparł, a w jego głosie wyczułam coś na wzór troski, lecz teraz wszystko stało dla mnie pod znakiem zapytania. Mimo to uśmiechnęłam się i nerwowo zachichotałam.
— Tak, masz rację. Postaram się być uważana. - odparłam i starałam się skupić na sprzątaniu. Razem z Sybirem zanieśliśmy niepotrzebne rzeczy na dół. Samiec skupił się na ciężkich meblach, a ja czasem mu pomagałam, a gdy dawał radę sam, znosiłam drobiazgi. Wszystko znalazło się przed moim domem. Spojrzałam na ogromną stertę.
— Okej, niektóre rzeczy nie nadają się do oddania w mieście. - odparłam, podchodząc do stolika. Delikatnie położyłam łapę na jego górnej części, która była uszkodzona.
— A co gdyby spróbować dać im drugie życie? - spytał Sybir i oparł się o inny stolik, który był pęknięty w nogach. Uśmiechnęłam się nieco.
— Masz ochotę pobawić się w złotą rączkę? - spytałam nieco spokojniejsza. W moim głosie znów była słyszalna nuta żartobliwości. Niebieskooki zaśmiał się i przeturlał stolik na bok. Ja zrobiłam to samo z tym bliżej mnie. Poddaliśmy wszystko segregacji. Patrząc na stertę zepsutych mebli, uśmiechnęłam się. Sybir pomógł mi przygotować nowy stolik, z dwóch, które były zniszczone. Po wszystkim spojrzałam w niebo.
— Można uznać, że dzień nie należy do straconych. - odparł spokojnym głosem. Przytaknęłam mu i skierowałam się do domu.
— Więc kolacja, mycie i spać? - spytałam z uśmiechem i machnęłam ogonem. Samiec zbliżył się i z uśmiechem wyminął mnie i wszedł pierwszy do środka. Weszłam zaraz za nim i skierowałam się do kuchni. Sybir przeciągnął się w korytarzu, a ja zaczęłam przygotowywać dla nas kolację.
— Jutro może zaniesiemy te rzeczy do miasta. Jeśli uda nam się wrócić w miarę szybko, można będzie zerknąć na pola. Niedługo zaczniemy sadzić nasiona. - odparłam i uśmiechnęłam się na myśl o małych, wschodzących roślinkach.
— Hej! Mam pomysł. Zaraz wrócę! - zawołałam i wybiegłam z domu. Przypomniałam sobie, że niedaleko mojego domu rosną całoroczne jagody. Nazbierałam ich trochę i ruszyłam energicznie do domu, lecz wpadłam w Sybira. Poskutkowało to plamą na moich łapach i jego piersi. Zamrugałam zaskoczona, cofając się i złożyłam po sobie uszy.
— Przepraszam, nie wiedziałam, że wyszedłeś za mną. - zaczęłam się tłumaczyć. — Pomyślałam, że mogę przynieść trochę jagód do kolacji. To odmiana całoroczna. - odparłam i spojrzałam na swoje łapy i pierś Sybira. Róż jagód wyglądała nieco komicznie na jego białym futrze.
— Um... Ładnie ci w różowym. - odparłam z przepraszającym uśmiechem. Próbowałam zażartować z sytuacji. W duchu miałam nadzieję, że mnie za to nie 'zabije'.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz