Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

piątek, 20 marca 2026

Od Lucy ciąg dalszy Bruno ~ "Pod jednym księżycem"

 — Dobry wieczór, Lucy. Wybacz, że budzę cię o tej godzinie, ale noc jest taka piękna. Zechcesz pójść na spacer?
W pierwszej chwili nie mogłam skojarzyć samca, który był ciemny, jak ta noc. Jego futro zlewało się ze wszechogarniającą ciemnością. Jedynie, co spostrzegłam, to jego lśniące w mroku złote ślepia. 
— Czy my się znamy? - zapytałam z lekkim zaskoczeniem, opierając łapy o kamienny parapet. 
— To ja, Bruno, nie pamiętasz? Dałaś mi się napić wody. 
— Ah, no tak, rzeczywiście, teraz pamiętam. Nie pamiętam jednak momentu, w którym Ci się przedstawiałam. Skąd wiesz, jak się nazywam? 
— Cóż - samiec przysiadł na zadzie i z zainteresowaniem przekrzywił nieco głowę — powiedzmy, że co nieco popytałem o ciebie. Powiem wprost, jesteś bardzo interesującą samicą i nie mogłem ot tak zapomnieć o naszym pierwszym spotkaniu. To jak? Nie daj się prosić, zrobimy krótki wypad na małe piwo, albo dwa, co ty na to? 
— Tylko ja nie lubię piwa - oznajmiłam, zastanawiając się, jak spławić natręta. Miałam powód do niepokoju. Basior drugi raz widział mnie w życiu, a proponował mi wyskok do baru, jak gdybym była jego wieloletnią przyjaciółką. Choć z drugiej strony samiec nie wydawał się mi... bo ja wiem? Groźnie wyglądał, owszem, ale czułam, że przy nim nic mi nie groziło. Po chwili pomyślałam, że nie było powodu, bym miała go spławiać - to spotkanie mogło nawet łączyć się z czymś ciekawym. Czymś, co urozmaici ten młody wieczór.  
— Jeśli nie lubisz piwa, może być wino albo... coś innego? Coś mocniejszego? 
— Wino może być... tylko, że nie mam czym zapłacić, a muszę oszczędzać. 
— O pieniądze martwić się nie musisz. Ja stawiam. To jak? 
Przez chwilę patrzyłam samcowi w oczy, jak gdybym chciała zobaczyć w nich zwątpienie, ale nic takiego nie dostrzegłam. Zamiast tego, złote tęczówki skrzyły się zawadiackimi iskrami, a wilk, który je posiadał, był bardzo pewny siebie... i jak na razie nic nie zapowiadało, aby dawał za wygraną. Jedynie, co mnie zniechęcało do nocnej balangi był fakt, miałam za sobą trudny dzień. Zmęczenie wylewało się ze mnie strumieniami i wolałabym zostać sama w czterech ścianach, z dobrą książką obok. Z drugiej strony, od jakiegoś czasu brakowało mi bliskości drugiego wilka; pragnęłam się komuś wygadać, podzielić się z kimś przemyśleniami, po prostu nie być samą.  
— No dobrze, daj mi proszę chwilkę. 
Odsunęłam się od okna i zbliżyłam do lustra, ustawionego nad wygaszonym kominkiem, ozdobnym w jelenie poroża i futra. Poprawiłam opadającą na lewe oko grzywę - myślałam czasami, aby ją skrócić- pokropiłam się tanimi perfumami z lawendy i bzu - z powodu braku pieniędzy, musiałam kilka gwizdnąć handlarzowi sprzed nosa. A to, że nawet tego nie zauważył, to już jego problem. Co jak co, ale wadera powinna jakoś się prezentować przed spotkaniem z samcami, zwłaszcza z Brunem. Nie powiem, samiec miał w sobie coś z łobuza i szarmanckiego zawadiaki. Tylko dlatego postanowiłam dać mu szansę i jakoś się zabawić tej nocy. Na myśl o chwilach, jakich mogłabym z nim spędzić, napawały mnie podnieceniem, choć powinnam zachować choć odrobinę powściągliwości - w ogóle go nie znałam, więc niech kawaler nie spodziewa się igraszek, choć... tylko sama bogini wie, jak bardzo jest przystojny. Nawet jego blizny ani na jotę nie tłumiły jego urody... wysoki, przystojny i w pewien sposób dziki... 
Kiedy maskarą poprawiłam rzęsy, moje spojrzenie było bardzo wyraziste - dla sprawdzenia efektu, zatrzepotałam nimi lekko kilka razy, jak motyl skrzydłami. Maskarę też gwizdnęłam ze stoiska niepostrzeżenie - trudno. Mogłam chodzić głodna i spragniona, ale wadera powinna jakoś się zaprezentować. 
— Lucy - zawołał z dołu samiec - ja tu więdnę... 
— Czekajcie, a będzie wam dane - odparłam zadowolona z efektu. 

*

sobota, 14 marca 2026

Od Lumy ciąg dalszy Naharysa ~ "Spisane w wodzie"

Prychnęłam, przewracając oczy, widząc ten parszywy uśmieszek na jego jeszcze bardziej parszywym pyszczysku. Zakichany amant od siedmiu boleści się znalazł.
— Jeśli ta żyleeeta - celowo przeciągnęłam słowo - jest tak samo ostra jak twój intelekt, zdecydowanie nie mam się czym martwić - również wypiłam kolejny kieliszek. Czułam, jak trunek wywołuje pieczenie w przełyku, które bardzo szybko zmieniło się w przyjemne ciepło rozlewające się po moim organizmie. Wiedziałam doskonale, co to zwiastuje. Jednak nie będę gorsza od zadufanego w sobie Lalusia z tym jego durnym uśmiechem i drgającym okiem, jakby miał tiki nerwowe lub jakiś niedobór.
— Doprawdy rozczulają mnie takie wyszczekane pudelki, jak ty - niezadowolona zastrzygłam uszami i poczułam, jak się napinają. Nazwał mnie pudlem. Nazwał. Mnie. Cholernym. Pudlem.
— Lepiej być wyszczekanym pudlem niż bezrozumnym osłem - syknęłam mimochodem lustrując stolik skupiając wzrok na butelce między nami. Bez słowa wstałam i machnęłam ogonem.
— Obraziłaś się? - zapytał gdy odchodziłam, zatrzymałam się, słysząc jego pytanie, widziałam kątem oka, jak rozłożył się wygodnie na krześle. Zupełnie jak pan i władca czekający aż służba poda mu flaszkę pod pysk.
— Nie - parsknęłam, nie tak łatwo mnie urazić - z wielką chęcią piłabym cały wieczór na twój koszt, ale obawiam się, że odbije mi się to w przyszłości paskudną czkawką - przecisnęłam się przez tłum, zbitą masę podchmielonych, a niektórych nawet zbyt zalanych, by nadal stać na swoich czterech łapach wilków. I doskonale wiedziałam, że i ja wkrótce do nich niechybnie dołączę, to będzie z pewnością piękny wieczór i jeszcze piękniejszy jutrzejszy poranek. Poranek o zapachu bełtu i bolącej głowy. Jeden z wilków, ten z gatunku za bardzo zmęczonych, wpadł prosto pod moje łapy, by przetoczyć się dalej, a zaraz z nim na ziemię upadła niewielka sakiewka. Pełna I jakże pięknie brzęcząca sakiewka. Uśmiechnęłam się na myśl o interesującej mnie zawartości, zwinnie zgarnęłam ją, upewniając się, że nikt tego nie widział i znowu zlałam się z tłumem. Z jeszcze większym uśmieszkiem podeszłam do lady baru. Tak, to zdecydowanie będzie bardzo przyjemny, choć niekoniecznie długi wieczór.
Uśmiechnęłam się do barmana, wzięłam zamówienie i w drodze powrotnej podrzuciłam jeszcze jakiemuś kolesiowi znalezioną sakiewkę, nie mogłam dopuścić, by ktoś mógł znaleźć przy mnie dowody zbrodni.
— Nie zamierzam ci być niczego winna - ze stukotem położyłam na stole mocno zmrożoną butelkę czystej ufundowanej przez pewnego jegomościa, który był zbyt pijany, by zauważyć, że zginęła mu sakiewka z jakże cenną zawartością. Jego strata, a mój, właściwie w obecnym układzie, nasz zysk.
— A kto tu mówił o byciu komuś winnym? - dobrze znam takich jak on, teraz udaje, że stawia, a za chwilę wyciągnie to w najmniej oczekiwanym momencie i zażąda czegoś w zamian. Przynajmniej ja bym dokładnie tak zrobiła. Jeśli da się coś zyskać czyimś kosztem, naszym świętym obowiązkiem jest wyciągnąć z tego ile się da.
— W tym świecie nie ma nic za darmo. I oboje wiemy, że instytucją charytatywną nie jesteś - prychnęłam i przesunęłam butelkę w jego stronę, by rozlał do pustych kieliszków. Sama nie będę sobie polewać, jak już bawi się w dżentelmena, to niech wypełnia swoje psie obowiązki prawidłowo.
— W bliżej nieokreślonej przyszłości będziesz coś chciał w zamian - odczekałam, aż poleje i w momencie, gdy ostatnia kropla wpadła do kryształu, wypiłam wszystko duszkiem. Już dawno przestałam liczyć, po raz który tego wieczoru poczułam to rozlewające się po ciele ciepełko. Może i powinnam, ale kto by się przejmował? Z pewnością nie ja, w każdym razie teraźniejsza ja. To są problemy jutrzejszej Lumy, a nie tej obecnej.
— A choćby nawet gdybym chciał, niewiele będzie cię to kosztować - po raz kolejny tego wieczoru parsknęłam śmiechem. Alkohol coraz bardziej mnie rozluźniał, mój i tak dobry humor poprawiał się z każdą chwilą, jednak nie na tyle, by zatracić zdolność logicznego myślenia. To jeszcze nie był ten czas.
— Nie łudź się. Liczba wader które lecą na twój wątpliwy urok, nadal jest równa zeru - tym razem to on się zaśmiał. Nie wiem czy wbita szpila dotarła do jego ptasiego móżdżku, czy wypity alkohol znieczulił go na tyle, by kompletnie jej nie zrozumiał.
— Każda potwora znajdzie swego amatora - zastrzygłam odruchowo uchem. Sama nie wiedziałam czy to z powodu jego śmiechu, który jakoś tak dziwnie dźwięczał w mojej głowie, czy to przez stukanie i nieprzyjemne haratanie pazurami o blat stolika między nami.
— W takim razie wypijmy zdrowie za twoją amatorkę - uniosłam kielonek w górę w ramach toastu - przyda jej się - mruknęłam cicho pod nosem, a basior zrobił dokładnie to samo, co ja i uśmiechnął się szelmowsko
— Za ciebie. Właśnie na taką patrzę.

*