Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

poniedziałek, 24 marca 2025

Od Atrehu ciąg dalszy Itami ~"Druga strona róży" [+14]

Dni mijały, pogoda się zmieniała tak, jak pora roku. To, co początkowo miało być krótką misją, zamieniło się w kilku miesięczną męczarnię. Na domiar złego z przydupasem Salema na czele. Gościu, już mocno mnie wkurzał. Choć mógłbym tu użyć dużo mocniejszego słowa — wkurwiał. Tak, to idealnie określało uczucia, które do niego żywiłem. Gdybym wiedział, że będzie takim wrzodem na zadzie i że, o ironio, w niczym mi nie pomoże, a raczej spierdoli zadanie na każdej płaszczyźnie, jakoś ubłagałbym Alfe, by dał mi Naharysa zamiast niego. Ah, co mi tam, każdego, tylko nie jego. Na moje szczęście kontakt się powiódł. Wygląda na to, że przywódca szakali docenił moje starania, ba, propozycja Salema była nad wymiar kusząca i opłacalna. Szakale wszakże żyły z takim umów. Ulżyło mi, gdy podpisał umowę swoim nazwiskiem. Nawet na koniec zorganizowana została kolacja pożegnalna. Napitek i jadło podawano do później nocy, a przyjemna muzyka i niezwykle urodziwe towarzystwo, umilało mój czas. Szczególnie spodobała mi się samiczka z nieodgadnionym wyrazem pyska. Była bardzo małomówna, za to bystra i szczera. Nie dowiedziałem się wiele, lecz połączyła nas pasja. Była niczym wulkan, uśpiony pod powierzchnią jej duszy. Choć doprowadziłem do wybuchu, nie zdołałem przedrzeć się przez magmę.
— Znów bujasz w obłokach? - drwiący głos Lares'a przeszył powietrze. Nastroszyłem futro, zaciskając mocno szczękę. — Oh, widzę, że nadal jesteś zły.
— Nie jestem w nastroju na pogaduszki.
— Doprawdy? - zaśmiał się szyderczo. Nie musiałem na niego patrzeć, by widzieć jego paskudny, pewny się uśmieszek. Pełen wyższości i dupkowatości. — Cóż, niech będzie. Gdy tylko wrócimy, zamelduje o powodzeniu misji. Ty nie musisz dołączać.
— I chwała Sol. Nie będę musiał oglądać twojej parszywej gęby!
— Haha, szczeniak próbuje ugryźć? Ciekawe.
— Żebyś się nie zdziwił. Najchętniej przegryzłbym ci tchawicę...
— Ale tego nie zrobisz. Za bardzo boisz się wygnania. Zbyt mocno martwisz się o swoją kizie z lasu. - Całym sobą powstrzymałem warknięcie. Ten kutafon mówił o Itami, jakby była dziwką, a to mi się nie podobało. Nikt nie miał prawa mówić o niej takim tonem. — Będziesz grzeczny.
— Pierdol się.
— Jak wrócę do domu, to możesz być pewny, że tak właśnie będzie. Salem zawsze nagradza mnie za dobrze wykonane zadanie...
— Ciebie? - wkurwiłem się nie na żarty. Odwracając się do niego z wystającymi kłami, zrobiłem pewny krok w jego stronę. — O ile mnie pamięć nie myli, to ja załatwiłem nam tę umowę.
— Hehe, jesteś tego taki pewny? Ciekawe, co na to Alfa.
— Nie ośmielisz mu się kłamać! - Tym razem to Lares zrobił krok. Stanął niebezpiecznie blisko mnie, po czym szepnął do ucha.
— To się okaże, rudasku. - Jego ciepły oddech połaskotał mi małżowinę. Nie ruszyłem się jednak ani o milimetr, patrząc mu głęboko w oczy. Obrzydzenie. To czułem, wbijając pazury w ziemię.
— Spróbuj tylko... Salem nie jest głupi.
— Oczywiście, że nie. Ale... na moje szczęście, jesteś dla niego nikim. - Uśmiechnął się, po czym ruszył w dalszą drogą. Zacisnąłem zęby. Potrzebowałem chwili, by się uspokoić. Wziąwszy głęboki wdech, uspokoiłem myśli. ~ A niech sobie robi, co chce. Wali mnie to. ~ Pomyślałem, oddychając świeżym powietrzem. Umysł wypełnił jeden obraz. Pięknej i ponętnej. Słodkiej i uroczej jednocześnie. Uśmiechnąłem się na te wizje. Tereny watahy tuż tuż. Czwarty dzień podróży, więc niewiele brakowało. Zarys miasta majaczył w oddali. I choćby stąd czułem jej woń. Tej, dla której mocniej biło mi serce. Ah, jak ja za nią tęskniłem!
***
Wiele zapachów wypełniło moje nozdrza, gdy tylko przekroczyłem bramę miasta. Jedne były drażniące, powodujące skręt żołądka, inne niczym miód, przyjemnie muskały kubki smakowe. Jeszcze inne zaś, bardziej obrzydliwe, mieszały się ze wszystkim wokół, tworząc smród z kanałów. Wokół tego właśnie zgiełku, przez który zatykałem nos, poczułem jeden wyjątkowy. Bardzo dobrze mi znany. Miałem co prawda ruszyć do domu i odpocząć. Przypominałem wszakże samą śmierć, lecz oto właśnie wszystkie plany poszły się jebać. Niczym w transie, ignorowałem nawoływania kupców na straganach, proponujących najrozmaitsze rzeczy, przyprawy i ozdoby, a także piękne panie, puszczające oczka i ocierające się o siebie w zmysłowym tańcu. To wszystko nie miało dla mnie znaczenia. Interesował mnie jeden, konkretny zapach. I jedna, jedyna wilczyca. Przechodząc przez rząd stoisk, prawie staranowałem młodego szczeniaka. Przeprosiłem szybko, napotykając wkurzony wzrok jego matki, która to już otwierała usta, by wyrzucić z siebie wiązankę przekleństw. Wyminąłem ich czym prędzej. Jeszcze kilka skrętów i w końcu wyszedłem na prostą drogę. I tam ją dostrzegłem. W tłumie wielu innych. W sercu zagościło nagłe ciepło.
— Itami? - wadera odwróciła się jak na komendę sternika. Spojrzenie niczym rozbiegana antylopa przebiegało po mnie od pyska, aż po ogon. Nigdy nie widziałem takiej barwy emocji. Od niedowierzenia, po smutek, aż jej warga poczęła drgać. W oczach pojawiły się łzy. Upuściwszy wiklinowy koszyk, rzuciła się w moim kierunku. Przylgnęła do ciała. Przyciągnąłem ją do siebie, tuliłem i uspokajałem.
— W końcu jesteś! - zapiszczała cicho, mierzwiąc mi futro. Mruczenie wydobyło się z piersi. Dopiero po chwili dotarło do mnie, jak wyglądam. I pachnę. Jej zapach był piękny, a ona sama niczym świeży pąk róży, rozkwitał na mych oczach. Musiałem wyglądać przy niej fatalnie. Niczym bezdomny menel, co to nie widział od dawna wody.
— Też się cieszę, że cię widzę. Tak samo urocza, jak zapamiętałem. - uśmiechnąłem się do niej czule, po czym bez ostrzeżenia, wpiłem się w jej wargi. Ah, smakowała tak dobrze. Itami niespodziewawszy się tego, nie zareagowała od razu. Drżała na całym ciele, dlatego nie śpieszyłem się zbytnio. Prosząc o dostęp, który mi udzieliła, pieszczotliwie badałem jej wnętrze. Muskałem kły, przeplatając się językami. Na końcu przygryzłem jej wargę, uśmiechając się od ucha do ucha. Chwila mogłaby trwać wiecznie. — Itami?
— Tak?
— Dotrzymasz mi towarzystwa? Ledwo widzę na oczy, nie chciałbym się... zgubić, w drodze do domu. - szepnąłem jej w usta z figlarnym błyskiem. To był oczywisty blef i ona najpewniej o tym wiedziała. Początkowe zaskoczenie, zamieniło się w zrozumienie, a następnie w uśmiech. Dla niego mógłbym zabić.
— O...Oczywiście. Przypilnuje, by dotarł w odpowiednie miejsce. - brzmiało to tak dwuznacznie. Śmiejąc się do siebie, ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Na całe szczęście, nie było daleko. Wdrapanie się jednak na to drugie piętro po krętych schodach, nie należało do przyjemnych. Miękki dywanik zagłuszał echo naszych kroków. Otworzyłem drzwi mieszkania osiem, wpuszczając waderę jako pierwszą. Z błogą ulgą przywitałem dom. Przyjemny blask Nefferu na przedpokoju, bardzo delikatnie oświetlał drogę do pokoju. Mineliśmy niewielką szafkę z rzeczami na nagłe wyjazdy i wieszaki z torbami, które wisiały nieruszane od ich kupienia. Musiałem w końcu zacząć ich używać, aczkolwiek nigdy nie wiedziałem, po co. Na końcu korytarza po prawej znajdowały się drzwi do łazienki, zaś na wprost do mego pokoju. I właśnie tam weszliśmy. — I... jesteśmy. - Wadera rozglądnęła się z zaciekawieniem. W przeciwieństwie do pokoju w tawernie tutaj miałem łoże, mogące pomieścić kilka wilków, a także ładny zestaw mebli. Wszystko udekorowane kwiatami, które... zdechły. — Ojej... Przydałby ci się ogrodnik.
— Ah... tak. Racja. Nie spodziewałem się, że tak długo mnie nie będzie.
— Rozumiem. Co ci tak zeszło?
— Nie co, a kto. To miało być proste zadanie i byłoby, gdyby ten dupek leser, czy tam Lares, wszystkiego tak nie utrudniał. Negocjacje się powiodły, ale... zmitrężyłem zbyt wiele dni. - Zbliżyłem się do niej od tyłu. Nim się zorientowała, znalazła się pode mną. Byłem dużo wyższy, więc bez trudu wtuliłem się w jej grzbiet. — Mógłbym ten czas inaczej spożytkować.
— N...naprawdę? W jaki sposób? - Jej oddech stał się urywane. Musnąłem jej płatek ucha, celowo ocierając się brzuchem o jej plecy. Zadrżała, czując ciepło.
— Na przykład na zajmowaniu się Tobą, Itami. - szepnąłem cicho, zmuszając ją lekkim pchnięciem do pochylenia się. Jej pośladki znajdowały się w idealnej pozycji. Wystawione wysoko.
— W jaki sposób byś się mną zajmował? - Oddech Itami przyśpieszył nieznacznie, gdy z premedytacją zaczęła kręcić biodrami.
— Mrrrr, mam kilka pomysłów, ale najpierw kąpiel... Może przedyskutujemy to pod prysznicem?
< Itami? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1256
Ilość zdobytych PD: 628 PD + 120 PD  + 30% ~ 188 PD
Łącznie: 936 PD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz