Bruno miał ochotę rozerwać gardło alfy na strzępy. To, że ten otyły wilk znęcał się nad podwładnymi, a sam ledwo co potrafił przebiec kółko, denerwowało Bruno, delikatnie powiedziawszy. Mrucząc groźby pod nosem, Bruno wrócił do szyku. Jego oczy mimowolnie powracały do nowo poznanej, ślicznej Lucy. Oj zakręciła mu w głowie. To samiec mógł przyznać bez dwóch zdań. Te hipnotyzujące oczy, zgrabne łapy, te biodra, ogon, który kołysał się, sprawiając, że puls Bruno przyspieszał. Myśli Bruno zaczęły krążyć wokół niestosownych rzeczy, ale ryk alfy wyrwał go z zamyślenia.
~ Jeszcze tylko trochę. A jak następnym razem tak nas wykończy, przysięgam, osobiście go zagryzę ~ pomyślał Bruno, wywalając język, by się schłodzić. Teraz wszyscy wojownicy dyszeli i sapali, jakby mieli po 10 lat. Bruno, gdy tylko skończył się trening, wrócił do miejsca, w którym spotkał tajemniczą waderę. Jej jednak nie było. Ale bogini świadkiem, że pozostawiła po sobie hipnotyzujący aromat, który na stałe będzie kojarzyć się Bruno właśnie z nią. Cóż to za zapach? Samiec nie miał zielonego pojęcia, ale to pierwszy raz, gdy coś wpłynęło na niego tak bardzo. Coś... Raczej ktoś...
~ Niech do szlag, które to okno?~ pomyślał Bruno, spoglądając na tuzin okien. Wziął w łapę kamyk i rzucił w pierwszej lepsze okno. Światło świecy rozświetliło pokój, a po chwili zza okna wyjrzała jakaś stara wadera.
— Co u licha?! Chuliganie! Ja ci szyby wybiję! - zaczęła gorączkować się, a Bruno skrzywił się na jej reakcje.
— Hej, spokojnie. Okno pomyliłem. - mruknął. Staruszka warczała coś o braku szacunku, ale Bruno już jej nie słuchał. Podszedł do kolejnego okna.
~ Błagam Bogini, aby to było to okno.~ błagał w myślach. Niestety, pomylił przynajmniej jeszcze pięć okien. Już wiedział, że sąsiedzi Lucy na pewno go nie polubią, ale od kiedy on się tym przejmował? W końcu trafił w odpowiednie okno. Kamyczek uderzył w szybę, a po chwili w oknie pojawiło się piękne oblicze Lucy. Bruno odetchnął z ulgą i uśmiechnął się szarmancko.
— Dobry wieczór, Lucy. Wybacz, że budzę cię o tej godzinie, ale noc jest taka piękna. Zechcesz pójść na spacer? - spytał z pewnością siebie, która wydawała się nie mieć granic.
~ Jeszcze tylko trochę. A jak następnym razem tak nas wykończy, przysięgam, osobiście go zagryzę ~ pomyślał Bruno, wywalając język, by się schłodzić. Teraz wszyscy wojownicy dyszeli i sapali, jakby mieli po 10 lat. Bruno, gdy tylko skończył się trening, wrócił do miejsca, w którym spotkał tajemniczą waderę. Jej jednak nie było. Ale bogini świadkiem, że pozostawiła po sobie hipnotyzujący aromat, który na stałe będzie kojarzyć się Bruno właśnie z nią. Cóż to za zapach? Samiec nie miał zielonego pojęcia, ale to pierwszy raz, gdy coś wpłynęło na niego tak bardzo. Coś... Raczej ktoś...
*
Minęło kilka dni od spotkania Bruno z Lucy. Samiec sam siebie nie poznawał. Zawsze instynktownie patrzył na miejsce ich spotkania, z cichą nadzieją, ponownego ujrzenia tej pięknej wadery. Bruno czuł się pierwszy raz w ten sposób. Był niemal pewien, że piękna Lucy musiała rzucić na niego jakiś urok. Ale czy mu to przeszkadzało? Ależ skąd. Bruno chętnie podejmie się tego wyzwania. Musiał przyznać, że Lucy miała w sobie coś, czego nie miały inne samice, które na różne sposoby jakoś utkwiły w pamięci czarnego samca. Pamiętał inne wadery w swoim imprezowym życiu. Te, które znikały następnego ranka, te, które zostawiał. Ale na myśl, że mógłby zostawić Lucy nad ranem, wydała mu się dziwnie niepokojąca. Po treningu Bruno udał się do miasta. Spacerując po jego ulicach, dostrzegł Lucy. Wadera jednak była zdecydowanie zajęta. Jej łapy szybko przemierzały kamienne uliczki. Bruno położył po sobie uszy i kierowany jakąś niewidzialną siłą, ruszył za nią. Łapy stawiał cicho i powoli jak podczas polowań. Dbał o to, by był ustawiony pod wiatr. Bruno zauważył, jak wchodziła do jednej z karczm. Automatyczne zakodował, który to budynek i wrócił do swoich zajęć.*
Tego wieczoru nie mógł spać. Przewracał się z boku na bok w poszukiwaniu wygodnej pozycji, choć nie udało się mu to. Bruno w końcu zirytowany wstał z łóżka, a jego łapy automatycznie skierowały się na zewnątrz. Karczma była cicha o tej porze w nocy. Wszyscy spali, to było logiczne. Bruno wyszedł na zewnątrz. Wędrując nocą przez ciche drogi, poczuł spokój. Mógł odetchnąć od głośnych myśli, wyciszając się pośród gwiazd na nocnym niebie. Bruno uśmiechnął się, a jego myśli powędrowały s kierunku Lucy. Dziwne ciepło narodziło się w piersi samca. Bruno spojrzał w kierunku karczmy, w której wiedział, że Lucy musiała spędzać noce. Potem samiec zauważył rosnące w małej gromadzie kwiatki. Za cholerę nie wiedział co to za kwiaty, ale wadery lubią podarunki, prawda? Nie zważając na nic, chwycił garść kwiatów w pysk i zerwał je. Później będzie się przejmował konsekwencjami. Ruszył do karczmy i stanął pod ścianą.~ Niech do szlag, które to okno?~ pomyślał Bruno, spoglądając na tuzin okien. Wziął w łapę kamyk i rzucił w pierwszej lepsze okno. Światło świecy rozświetliło pokój, a po chwili zza okna wyjrzała jakaś stara wadera.
— Co u licha?! Chuliganie! Ja ci szyby wybiję! - zaczęła gorączkować się, a Bruno skrzywił się na jej reakcje.
— Hej, spokojnie. Okno pomyliłem. - mruknął. Staruszka warczała coś o braku szacunku, ale Bruno już jej nie słuchał. Podszedł do kolejnego okna.
~ Błagam Bogini, aby to było to okno.~ błagał w myślach. Niestety, pomylił przynajmniej jeszcze pięć okien. Już wiedział, że sąsiedzi Lucy na pewno go nie polubią, ale od kiedy on się tym przejmował? W końcu trafił w odpowiednie okno. Kamyczek uderzył w szybę, a po chwili w oknie pojawiło się piękne oblicze Lucy. Bruno odetchnął z ulgą i uśmiechnął się szarmancko.
— Dobry wieczór, Lucy. Wybacz, że budzę cię o tej godzinie, ale noc jest taka piękna. Zechcesz pójść na spacer? - spytał z pewnością siebie, która wydawała się nie mieć granic.
<Lucy?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 675
Ilość zdobytych PD: 338 PD + 60 PD + 150% ~ 507 PD
Łącznie: 905 PD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz