Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Od Renesmee ciąg dalszy Kaberu ~ "Tam gdzie nieodkryty ląd"

Renesmee z trudem panowała nad swoimi emocjami. Zazwyczaj zachowanie neutralnej obojętności przychodziło jej z łatwością, lecz teraz, gdy Kaberu z zabójczą skutecznością wybił ją ze strefy opanowania, którą zazwyczaj mistrzowsko trzymała, trudno było jej znów w nią wejść. Niekontrolowany rumieniec skrywał się na jej policzkach pod szarym futrem, głos lekko zacinał się podczas wypowiadania kolejnych zdań. Rene nie poznawała samej siebie. Po raz pierwszy zachowywała się w ten sposób. Czuła się tak, jakby nagle wróciła do młodzieńczych lat, choć nawet wtedy nie czuła się aż tak zawstydzona z powodu tego rodzaju rozmowy, jeśli można określić ich wymianę zdań w ten sposób. Rozmowa może flirt? Rene nie była pewna. Przez całe życie, żyła dla innych. Nie skupiała się na własnych potrzebach. Na początku poświęcała się dla watahy, a gdy pojawił się mały Niko, skupiła się na jego wychowaniu. A teraz? Była zaskoczona, że w pewien sposób rozważała jego propozycję w duchu. Miała tylko nadzieję, że jej towarzysz tego nie zauważy. Nie chciałaby wyjść na zdesperowaną. Może faktycznie zbyt długo zapominała o samej sobie. Pora stać się egoistką, chociaż w najmniejszym stopniu.
— Masz rację. Czas wszystko pokaże. - odparła, obdarowując go lekkim uśmiechem i wróciła do posiłku. Czasami zerkała na basiora kątem oka. Uważnie pilnowała, by nie została złapana na gorącym uczynku. Musiała przyznać, Kaberu miał swój urok. W niecodzienny sposób przyciągał spojrzenie, a Rene czuła się trochę zagubiona w tym. Może to pierwsze swego rodzaju zauroczenie po tak długim czasie? Może dlatego go nie rozpoznaje?
~ Zbyt dużo myślisz Rene.~ zganiła siebie samą w myślach i dokończyła posiłek.
— Sprawnie ci to idzie. Myślałem, że zaproponuję ci pomóc. - odparł Kaberu z uśmiechem. Renesmee podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się dobitnie.
— Jeśli byś spróbował, straciłbyś łapę, albo dwie, jeśli dobrze bym wymierzyła atak. - odparła Renesmee, a Kaberu zaśmiał się wesoło na jej jakże poważną groźbę.
— Masz charakter, co? - spytał wesoło samiec.
— A myślisz, że dlaczego jestem sama? Ciężko znaleźć samca, który by mnie zniósł. Mam charakter, który idealnie odstrasza potencjalnych idiotów. - odparła silnie Renesmee, a śmiech Kaberu znów wypełnił bar. Nie wiedzieć czemu Renesmee czuła się dumna, że wywołała śmiech samca. To było dziwne poczucie, ale wydawało się też na swój sposób właściwe.
— Powinienem sobie to zanotować. - wyznał wesoło Kaberu.
— Jestem pewna, że będziesz pamiętać. - odparła Renesmee i puściła do niego oko. Wzięła kufel i upiła kolejny łyk soku. Między nimi zapadła chwila ciszy. Rene skupiała się na kuflu, ale czuła jak samiec się w nią wpatruje. Czuła się nieco nerwowo.
— Co byś zrobił, gdybym odpowiedziała? - spytała, zanim zdążyła się powstrzymać.
— Co masz na myśli? - spytał Kaberu, przechylając głowę.
— Że... No wiesz... - zaczęła, a niekontrolowany rumieniec z pewnością znów opanował jej policzki. — Gdybym odpowiedziała, że chciałabym stracić. - wyznała w końcu. Głos drżał jej niekontrolowanie, co było irytujące dla Rene. Kaberu uśmiechnął się ciepło.
— No wiesz. Może coś bym na to zaradził. Ale najpierw musisz postawić mi kolację. Nie jestem taki łatwy. - odparł i żartobliwe szturchnął ją łapą. Renesmee wyczuła, że samiec próbuje ją uspokoić. Żarty w takich sytuacjach zazwyczaj ją irytowały, ale o dziwo żart Kaberu skutecznie pomogły odzyskać Rene równowagę.
— Pomyślę o tym. - odparła Renesmee z uśmiechem i westchnęła. — Może dobrze będzie opracować wstępnie plan?
— Masz na myśli zlecenie? - spytał Kaberu nieco poważniej, a jego łapa delikatnie muskała brzeg kufla z sokiem.
— Tak, najpierw pójdziemy do tej wadery. Szczerze? Trochę podzielam jej ból. Nie wyobrażam sobie zaginięcia Niko.
— To normalne. Jest dla ciebie synem. Rodziną. Widać to po tobie. - odparł z uśmiechem samiec, a Rene spojrzała mu w oczy zaciekawiona.
— Co masz na myśli? - spytała, pochylając się do niego instynktownie. Kaberu z uśmiechem odzwierciedlił jej ruch, przez co znaleźli się prawie nos w nos.
— Że rodzina jest dla ciebie najważniejsze. Twoje piękne zielone oczy to zdradzają. - wyznał samiec z uśmiechem. Renesmee uśmiechnęła się i ku jej wewnętrznemu zaskoczeniu, jej spojrzenie powędrowało nieco niżej, ale szybko powróciło do oczu Kaberu. W duchu liczyła na to, że samiec tego nie zauważył, ale wiedziała, że są to złudne nadzieje. Jak mógł nie zauważyć tego ruchu, skoro sam patrzył jej w oczy? Rene czuła, jak dziwne, przyjemne i rozgrzewające uczucie, zdaje się wspinać po jej karku. Była zaskoczona tym, z jaką łatwością Kaberu wywoływał w niej nowe, nieznane dotąd samicy odczucia. Między nimi zapadła cisza. Kaberu z uśmiechem wpatrywał się w Renesmee, a jego myśli pozostały dla wadery nieznośną tajemnicą. Rene nie lubiła żyć w niepewności, ale przecież nikt tego nie lubił, prawda? Rene czując, jak napięcie w niej wzrasta, odsunęła się i machnęła do karczmarza łapą.
— Chcesz coś jeszcze? Ja napiłabym się wody. - odparła, starając się, by jej głos nie zdradzał nerwowości. Kaberu rozsiadł się wygodniej.
— Dla mnie już nic. Najadłem się do syta. - wyznał z uśmiechem. Rene zamówiła dla siebie jedynie jeszcze trochę soku.
Po posiłku oboje wyszli z karczmy.
— Gdzie powinniśmy się skierować? - spytała Renesmee. Kaberu wyjął kartkę, zawierającą treść zlecenia. Po chwili Kaberu wskazał łapą adres.
— Tu, to niedaleko. Mamy szczęście, że jesteśmy w Veronie. Widocznie nasz zaginiony lubił spacery. Las Kirana jest dość blisko.
— Więc czeka nas spacer. Najpierw do zatroskanej matki, a następnie do lasu. Mam nadzieję, że uda się zrobić to wszystko dzisiaj.
— A co? Boisz się spać pod gołym niebem? Nie musisz. Obronię cię. - odparł Kaberu, szturchając ją barkiem, a Rene zaśmiała się i pokręciła głową.
— Zabawne, naprawdę.
— Ale ja nie żartowałem. Mówię poważnie. Myślisz, że pozwoliłbym, by stała ci się jakakolwiek krzywda pod moją opieką? - spytał Kaberu, a jego wyraz pyska stał się stanowczy, co dało Rene jasny sygnał, że mówił poważnie.
— Też będę nad tobą czuwać. Teraz ruszajmy. - mruknęła. Omijając go pewnym krokiem, zalotnie otarła ogonem tuż pod jego pyskiem, przytrzymując jego spojrzenie przez chwilę, a następnie spojrzała przed siebie. W jej myślach wciąż panował dziwny chaos, ale ona wolała skupić się na bieżącej chwili i na czekających ich zadaniu. Nie mogła teraz zbyt bardzo się rozkojarzać. Choć z Kaberu robiło się to coraz trudniejsze. Było jasne, że rudy samiec skutecznie wywierał na Rene wpływ, z którym sama zmierzała się po raz pierwszy w całym jej obecnym życiu. Chociaż... Może kiedyś czuła już coś takiego, ale czy to na pewno to? Musiała znaleźć odpowiedź.

< Kaberu? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1007
Ilość zdobytych PD: 504 PD + 100 PD  + 150% ~ 756 PD
Łącznie: 1360 PD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz