Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Od Bruno do Lucy ~ "Pod jednym księżycem"

Każda piękna historia ma swój początek. A początek historii Bruno? Cóż... Sama jego historia była raczej… specyficzna. Bruno urodził się jako jedynak. Niczego mu nie brakowało. Matka rozpieszczała go, a ojciec dbał o to, by pojawiło się u niego zamiłowanie do walki i rozlewu krwi. Cóż, można rzec, że stali się to nieco zbyt wcześnie. Bruno od małego często wszczynał bójki. Podczas zabawy, był nieco zbyt brutalny. Niejeden jego rówieśnik ucierpiał podczas zabawy z nim. Głęboko wbite zęby, naderwane ucho. Trwało to tak długo, że większość par w stadzie surowo zabroniła swoim potomkom zabawy z Brunem. Umbor postanowił, by oddać syna szybciej pod szkolenie. To właśnie tam wszystko znacznie się pogorszyło. Bruno wpadł w towarzystwo łowców, którzy nie grzeszyli dobrymi manierami. Każde udane łowy, były wieczorami świętowane w karczmie. Ach, jakież to było piękne życie dla samca. Te piękne panie, które zabawiały go rozmową, litry trunków procentowych, które wprowadzały go w cudowny stan upojenia. Wszystko wydawało się takie idealne. Jednak wszystko, co dobre, musi się kończyć, prawda?
Leo, największy adorator pięknych wader, który potrafił skłonić kilka pań na wspólną noc w tym samym czasie, stracił głowę dla biednej nowo przybyłej samicy. Nie była nawet w połowie tak piękna, jak te, które zawsze mu towarzyszyły.
Andre, założył rodzinę, gdzie zawsze wspominał, że jest samotnym kowalem własnego losu.
Zett, który miał mocną głowę i wlewał w siebie litry procentów, stwierdził, że pora stać się abstynentem, ponieważ spodobał mu się jakiś młody samiec.
Bruno został sam. Wszyscy, z którymi spędzał wieczory, nagle mieli lepsze plany. Chodzenie do karczmy samemu nie było dla Bruna. On był duszą towarzystwa, a samotność? Nie była dla niego. Dlatego Bruno podjął decyzję. Odchodzi. Pożegnał matkę i młodsze rodzeństwo. Obiecał, że będzie pisać i kiedyś ich odwiedzi.
Dni mijały. Bruno poznawał na przystankach sporo ciekawych wilków. Jeden z nich wskazał mu kierunek.
— Idź na południe. Przejdziesz przez las Kirana. Tam znajdziesz miasto Varona.
Bruno był wdzięczny za wskazówkę. Posłuchaj wilka i tak znalazł się w Varonie. Jako iż był zmęczony, postanowił skorzystać z karczmy. Wynajął pokój, a wieczorem postanowił spróbować lokalnych trunków. Skończyło się na tym, że pobił się z jakimś wilkiem. Bruno nie pamiętał, o co poszło. Może go obraził albo podrywał jego siostrę bądź partnerkę. Było to mało istotne. Bruno i nieznajomego odciągnął od siebie jakiś inny wilk, wojownik. Warknął do Bruna, że jeśli ma za dużo energii, by się do czegoś przydał i stał się wojownikiem. O dziwo dotarło to do pijanego umysłu Bruno. Następnego dnia Bruno zgłosił się do lokalnej watahy i zaciągnął na stanowisko wojownika. Bruno został przyjęty, zarówno do branży wojowników, jak i watahy. Tak zaczęła się jego historia w watasze.
*
— Cholera! - warknął wściekłe Bruno, gdy został uderzony łapą w psyk. Poczuł ten niesamowity, metaliczny smak w ustach. Jego partner ze sparingu wstrzymał atak, patrząc na Bruna z zaniepokojeniem.
— Cały jesteś? - spytał zaniepokojony wilk. Bruno oblizał pysk z uśmiechem, wstając.
— Mocne uderzenie. - pochwalił go Bruno z uśmiechem. — Muszę poćwiczyć siłę w łapach. - dodał po chwili.
— Może lepiej by ci szło, gdyby się wczoraj nie upił jak szczeniak. - dodał jakiś nieznajomy.
— Nie wtrącaj nosa w nieswoje sprawy! Chyba że wolisz, aby ktoś obił ci tę buźkę! - warknął Bruno. Nieznajomy już szedł gotowy do konfrontacji, lecz na polu treningowym stawił się Salem.
— O co u licha chodzi?! Macie trenować, by być gotowymi do walki, a nie, by pozabijać się w trakcie treningu. Skoro macie tyle werwy śmiało! Sto okrążeń wokół całego placu! - odparł donośnym głosem Salem.
~ Niech ja go spotkam poza treningami, a obiecuję, że go matka nie pozna. ~ pomyślał Bruno i uśmiechnął się do tej myśli.
Po przebiegnięciu stu okrążeń Bruno zwątpił, czy jeszcze zdoła dojść do domu. Drzewa wokół wirowały, a krzaki wraz z nimi.
— Mam nadzieję, że od teraz w tak owocny sposób będziecie zużywać energię. Na dziś koniec. Nie chcę więcej widzieć ani słyszeć jak moi żołnierze skaczą sobie do gardeł. - odparł donośnie Salem i opuścił plac treningowy.
~ Skoro jest taki mądry, sam mógłby pobiegać. Z takim brzuchem ma nas poprowadzić na bój? Ciekawe czy zdoła się rozpędzić, by biec więcej niż 1 km na godzinę albo czy w ogóle da radę biec. W jego przypadku skuteczniejsze byłoby turlanie się. Przynajmniej spłaszczyłby przeciwnika na śmierć. ~ odparł Bruno w myślach. Gdy stał z pochylonym łbem i próbował się uspokoić, by nie wypluć płuc, kilku wojowników mijało go, otwarcie karcąc co wzrokiem.
— No pewnie. Bo przecież to tylko moja wina. - mruknął sam do siebie. Mięśnie bolały go niemal w każdej części ciała. Po chwili ruszył wolnym krokiem przed siebie.
— Jakim cholernym cudem mam teraz dostrzec do karczmy w Varonie? Prędzej się zasapię na śmierć. - marudził sam do siebie. Jego futro było w stanie nieładu, pokryte warstwą potu i kurzy. Blizny, które były ukryte głębiej, mogły teraz zaczerpnąć słońca. Kroki Bruno były stawiane ciężko i nieco drżąco. Nagle jego złote ślepia zauważyły ruch. Mięśnie spięły się instynktownie, co wywołało nową falę bólu. Bruno wyprostował się. Nie ważne kto to był, nie są po sobie poznać, że teraz z łatwością można mu skopać zad. Im bliżej osobnika, był samiec, tym ten osobnik zdawał się delikatniejszy. To było dziwne. Złote ślepia Bruno zwężyły się, doszukując szczegółów. To ciało... Ta atletyczna, delikatna budowa, ten puch na pięknej zgrabnej szyi, te nogi… te biodra kołyszące się hipnotyzująco na boki.
— O mój... To przecież niebiańska istota. - mruknął sam do siebie, gdy pojął fakt, że kawałek przed nim szła samica. Ostatnimi czasy treningi tak zawładnęły czasem Bruno, że nie pamiętał, kiedy ostatnio mógł swobodnie skupić się na płci pięknej. Starała się przyjąć dostojną postawę, taką, która sygnalizowała jego jakże męskie atrakcyjności. Machnął ogonem, pragnąc zwrócić jej uwagę, lecz za skutkowało to jedynie głębszym bólem.
~ Jesteś skończonym idiotom, jak mogłeś pomyśleć, za to samiec? Tylko przed nią nie zemdlej ~ skarcił się w myślach.
— Hej mała. Jesteś tu całkiem sama? - spytał z dosyć bezczelnym uśmiechem. Gdy samica zwróciła do niego głowę, a te piękne zielone oczy spotkały się z jego, Bruno poczuł się, jakby doznał zwarcia w całym ciele. Słowa, bogate gadki, które miał zazwyczaj w zanadrzu, te błyskotliwe dowcipy, wszystko rozpłynęło się, zostawiają jedną myśl.
~ Te oczy, te piękne oczy. Mógłbym się w nie wpatrywać dniami i nocami. ~
< Lucy? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1017
Ilość zdobytych PD: 509 PD + 100 PD + 150% ~ 764 PD
Łącznie: 1373 PD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz