Kaberu uśmiechnął się na dźwięk propozycji dalszego zwiedzania. Chciał nawet zaprosić waderę na wspólny posiłek do karczmy. Żeby lepiej ją poznać, zapytać o pewne szczegóły, którymi mogłaby się z nim podzielić.
— A więc już planujesz nam więcej wspólnych przygód?
— Kto wie. - Odparła wadera, wymijając go zgrabnym krokiem. — Czas to okaże. Prawda?
Zawiesiła na nim spojrzenie, dłużej niż wymagała tego sytuacja. Kaberu zaczął więc zastanawiać się, czy w ten sposób, Reneesme nie proponuje mu czegoś więcej, niż zwyczajną przechadzkę. Może będzie gotowa nawet wyprawić się z nim na jakąś misję, aby wspólnie zarobić kilka groszy. Była też przyjemną towarzyszką, nie tylko do rozmowy, ale kto wie? Może i nawet byłaby z niej wspaniała współpracowniczka. Wydawała się być rozumna, bystra, a na dodatek wiek nie odebrał jej urody, ani na jotę. Na twarzy nie widział ani jednej zmarszczki, była więc urodziwa i... co tu dużo gadać. Umiała wzbudzić wyobraźnię swoim stylem bycia. A on? Kaberu też nie narzekał na swoją urodę, był przystojny, podobał się waderom - widział to niejednokrotnie, ale udawał nieświadomego.
— Prawda - rzucił w jej stronę spojrzenie pełne zawadiackiego uroku — jeżeli chcesz, razem możemy coś zdziałać. Weźmy się za coś, na przykład za to.
To oznajmiwszy, chwycił za skrawek papieru, przypiętego do biuletynu, tablicy ogłoszeń, czy jak to tam zwano, po czym podał go waderze.
Amia - Zrozpaczona i pełna nadziei, matka zagubionego"
— No i co ty na to powiesz? - zapytał po chwili milczenia. Przeczytali oboje jeszcze raz treść zadania, po czym wymienili między sobą znaczące spojrzenia.
— Jeśli nie szkoda Ci czasu na to, by wcielić się w detektywa...
— Możemy na tym sporo zarobić - oznajmił Kaberu.
— Chcesz dorobić się na cudzej krzywdzie?
Ton wadery, choć teatralnie zawiedzony, wywołał w samcu lekkie poczucie winy, zawstydzony spuścił nieco głowę. Po chwili Rene roześmiała się na widok samca - jej głos był symfonią dla jego uszu. Śmiech był radosny i ciepły.
— Żartowałam. Oczywiście, za coś trzeba będzie opłacić pokój w karczmie, a pieniądze nie spadają z nieba.
— To jak? Bierzemy tę sprawę? - zapytał Kaberu już nieco rozluźniony. — Kto wie? Może w trakcie tej misji nieźle się zabawimy. Nigdy wcześniej nie robiłem za detektywa.
— Patrz, na odwrocie kartki jest napisany adres tej Amii. To jak? Bierzemy to?
Wadera nie zgodziła się od razu, musiał dać jej nieco czasu do namysłu, nie popędzał jej ani nie przeszkadzał w podjęciu decyzji. W końcu, jakby lekki powiew wiatru wzbudził ją lekko, musnął jej płomienistą grzywkę. Zamrugała kilka razy, po czym odpowiedziała... dość niepewnie.
— Możemy spróbować, a gdyby nam nie wyszło... zawsze można zrezygnować.
— No, i takie podejście ja rozumiem.
Nim jednak przystąpili do wykonywania zlecenia, Kaberu zaprosił Rene na posiłek do tutejszej karczmy. Kaberu - jak nalegał - postawił Rene soczysty stek, polany wonnym, ziołowym sosem, a sobie zamówił króliczy udziec. Wadera sprawnie posługiwała się sztućcami i przyznać jej trzeba było, że umiała dzielić nożem mięso na części.
— Jesteś dziewicą?
Tego pytania samica w ogóle się nie spodziewała. W trakcie jedzenia, omal nie zakrztusiła się kęsem mięsa, a żeby go nie wypluć, zatkała sobie łapą usta i zniżyła nisko głowę. Trwała chwilę w bezruchu, próbując złapać oddech, z trudem przełknęła kęs mięsa, wytarła sobie usta i podbródek z resztek sosu, po czym spojrzała pytająco na Kaberu.
— Skąd to pytanie?
— Lubię czasem być bezczelny - powiedział Kaberu, nachylając się lekko nad blatem — A czasem lubię wiedzieć co nieco o pięknej płci.
Rene nie udzieliła odpowiedzi od razu, chwyciła wpierw za kubek i napiła się soku jabłkowego.
— Lubisz trzymać w niepewności, co?
— Jestem - oznajmiła po chwili milczenia. — Jestem dziewicą.
— A chciałabyś przestać nią być?
Kolejne pytanie, którego się nie spodziewała - to raczej pytanie z tych rodzajów, co wywołują u drugiego rozmówcy rumieniec, jak u nastolatki, bo dotykają takich sfer, które nie są łatwe. Zwłaszcza w prowadzeniu rozmów. Gdyby rumieńce mogłyby zabijać, wadera zapewne padłaby trupem pod stół.
— Kaberu, proszę cię...
— Słodko się rumienisz, wiesz?
—... przestań tak mówić, bo zaraz nie zapanuję nad sobą. Mam ochotę uciec.
— No to nie uciekaj, zajadaj steka. Bo praca na nas czeka. Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży, co nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz