Nowa zakładka "Kącik Zadań" dla lubiących wyzwania pojawiła się w Off-top! | Zmiana pory roku. Lato zbliża się wielkimi krokami. | ADMINISTACJA PROSI W MIARĘ MOŻLIWOŚCI O PRZYŚPIESZENIU AKCJI WĄTKÓW DO OBECNEJ PORY ROKU LUB DODANIE DO OPOWIADAŃ INFORMACJI, W JAKIM CZASIE DZIEJE SIĘ AKCJA WĄTKU | THE KINGDOM OF BLOOD zaprasza do siebie! | Miła atmosfera, kochani członkowie. | Poszukujemy nowych członków! | Chętnie zawieramy sojusze! Wystarczy zostawić komentarz w zakładce: Współpraca | Jeśli masz ochotę popisać, nie krępuj się! | Zapraszamy na Discroda, gdzie jest nas dużo więcej! | Nie musisz dołączać do bloga, wystarczy nam Twoja obecność na serwerze!

piątek, 26 grudnia 2025

Od Kaberu ciąg dalszy Renesmee ~ "Tam, gdzie nieodkryty ląd"

Kaberu uśmiechnął się na dźwięk propozycji dalszego zwiedzania. Chciał nawet zaprosić waderę na wspólny posiłek do karczmy. Żeby lepiej ją poznać, zapytać o pewne szczegóły, którymi mogłaby się z nim podzielić. 
— A więc już planujesz nam więcej wspólnych przygód?
— Kto wie. - Odparła wadera, wymijając go zgrabnym krokiem. — Czas to okaże. Prawda? 
Zawiesiła na nim spojrzenie, dłużej niż wymagała tego sytuacja. Kaberu zaczął więc zastanawiać się, czy w ten sposób, Reneesme nie proponuje mu czegoś więcej, niż zwyczajną przechadzkę. Może będzie gotowa nawet wyprawić się z nim na jakąś misję, aby wspólnie zarobić kilka groszy. Była też przyjemną towarzyszką, nie tylko do rozmowy, ale kto wie? Może i nawet byłaby z niej wspaniała współpracowniczka. Wydawała się być rozumna, bystra, a na dodatek wiek nie odebrał jej urody, ani na jotę. Na twarzy nie widział ani jednej zmarszczki, była więc urodziwa i... co tu dużo gadać. Umiała wzbudzić wyobraźnię swoim stylem bycia. A on? Kaberu też nie narzekał na swoją urodę, był przystojny, podobał się waderom - widział to niejednokrotnie, ale udawał nieświadomego. 
— Prawda - rzucił w jej stronę spojrzenie pełne zawadiackiego uroku — jeżeli chcesz, razem możemy coś zdziałać. Weźmy się za coś, na przykład za to. 
To oznajmiwszy, chwycił za skrawek papieru, przypiętego do biuletynu, tablicy ogłoszeń, czy jak to tam zwano, po czym podał go waderze. 

"Poszukujemy ochotników, którzy pomogą odszukać mojego syna. Ostatni raz był widziany w pobliżu lasu Kirana, gdzie swój wolny czas spędzał na łowach i dotąd nie powrócił. Cała rodzina zamartwia się o jego zdrowie, podejrzewamy też, że zagrożone jest jego życie. Błagamy tych, dla których krzywda nie jest sprawą obojętną. Miejcie serce i pomóżcie nam w poszukiwaniach. Za pomoc i szczere chęci odpłacimy się wam po dwakroć. 
Amia - Zrozpaczona i pełna nadziei, matka zagubionego" 
 

środa, 10 grudnia 2025

Od Kaberu ciąg dalszy Asenath ~ "Coś się kończy, coś się zaczyna"

 Walka była ostra, ale też nieunikniona. Gdyby była ona nie była tego warta, Kaberu nie zawracał nią sobie głowy, ale za kogo wzięłaby go towarzysząca mu Asenath? Być może był to akt szaleństwa, ale nie po to w pocie czoła zaliczyli wieczorne polowanie, by teraz ot tak, oddać ofiarę bandzie gryfów. Jeden nawet dziabnął Kaberu w grzbiet, ból był nie tylko paraliżujący, wytrącał też z równowagi, dezorganizował go. Poczuł rozlewającą się po jego grzbiecie wilgoć, a metaliczny zapach juchy już rozniósł się po lesie, ale nadal trzymał się na łapach. Krzyki gryfów, przywodzące na myśl orle zawodzenie, zapewne słyszało każde stworzenie w promilu kilku kilometrów. Takiego zgiełku i tumultu jeszcze nigdy nie widział, ale na pewno nie da za wygraną tak łatwo. 
Kiedy gryf próbował atakować, leciała w niego salwa płomiennych ataków, szybkich i równie brutalnych, co orle szpony. Kaberu wziął głęboki wdech, z wnętrza jego gardła wystrzeliła płomienna lanca, która nie tyle zdekoncentrowała gryfa, co powaliła na ziemię, ze śladem spalenizny w okolicy piersi. Żył, ale miotał się na ziemi, oszołomiony i ogarnięty bólem, jakiego trudno sobie wyobrazić. Był jeszcze drugi - tamten był nieco starszy i doświadczony, a z nim nie poszło basiorowi tak łatwo. Celowo machał Kaberu skrzydłami przed oczami, aby go zdekoncentrować, rzucał kłody pod łapy, byleby nie dać szansy wilkowi do ataku. Wycelowane w szyję wilka rozczapierzone szpony mknęły ku niemu, jak pocisk wystrzelony z kuszy. Kolejna oślepiająca salwa złocisto bladego światła, które zakłóciło rytm ataku gryfa. Stwór, byleby ochronić wrażliwe oczy, usiłował zasłonić się skrzydłami, ale tym samym był zmuszony do zmiany toru lotu i wylądował na ziemi. Zarysował głęboko w ziemi ślady po pazurach, zamachał wściekle skrzydłami, wzburzając w powietrze drobinki pyłku, od którego chciało się kichać.

niedziela, 7 grudnia 2025

Od Naharysa ciąg dalszy Lumy ~ "Spisane w wodzie"

Rzadko się zdarzało - albo w ogóle - kiedy Alfa opuszczał swoje wygodne, wypełnione przepychem komnaty i zniżał się tak nisko, by nawet skarcić swoich podwładnych. Fatygował się całą tę drogę, tylko wyłącznie dla jednego słowa.
— Trening.
Salem nie był szanowanym wilkiem, ale nikt tej zniewagi nie odważyłby się okazać mu prosto w oczy - chyba, że jest się niezwykle szalonym albo niebywale głupim. Nie było sensu wdawać się z nim w polemikę czy dyskusję. Naharys spuścił nieco głowę, odwrócił od Alfy spojrzenie, by jeszcze raz przyjrzeć się twarzy nowo poznanej wadery. Nie widział w niej niczego, poza pogardliwą satysfakcją.
~ Poczekaj, ty mały skowronku, teraz Ci się upiekło, ale następnym razem nie będziesz mieć tyle szczęścia. 
Pomyślał z uśmiechem, kreślącym się mu pod lekko spuszczonym nosem i poszedł w ślad za Salemem. Tak się zagadał z tą małą znajdą, że stracił poczucie czasu - choć to bardziej wyglądało na utarczkę słowną niż zwyczajną konwersację. Nie dał się jej tak łatwo sprowokować. Słyszał w życiu już niejedno i takie pyskowanie nie robiło na nim wrażenia - ale jedynie, co utkwiło mu w pamięci to jej piękne, seledynowe oczy, które skrzyły się za każdym razem, gdy wadera ripostowała samca. Miała charakter, to musiał przyznać. Nie przestawał ją obserwować nawet, gdy zaskoczył ich Salem - zazwyczaj inne wilki kulą się, kurczą w oczach i odpuszczają. Wadera nie drgnęła ani na jotę. Stała nadal, z niezachwianą dumą, przyglądając się całej tej scenie z niewzruszoną miną. A Alfa nawet nie zwrócił na nią uwagi - chyba jej nie zauważył. Szczęściara. Chyba nigdy nie miała okazji widzieć Salem'a wkur***nego. On go widział, wręcz kipiał ze wściekłości. Udawał, że słuchał z uwagą jego uwag i kazań na temat tego, że nie miał najmniejszej ochoty za każdym razem łazić za wojownikami i przypominać im o ich świętych obowiązkach. Kontem oka, kiedy Salem był skupiony na prawieniu reprymendy, Naharys zerknął za siebie, aby spojrzeć na pyskatą waderę. Nie było jej tam. Zdołała rozpłynąć się tak szybko, jak się pojawiła - niech cieszy się swobodą póki może.
Trening, póki co, przebiegał dość spokojnym rytmem - być może to przez rutynę, wywołaną ciągłym wałkowaniem jednego i tego samego programu treningowego. Na nudę jednak nie można było narzekać. Naharys został na poligonie do późnego popołudnia, a potem luźnym truchtem przebiegł się w stronę Varony, by tam skorzystać z reszty wolności na dzisiaj. Pierwsza rzecz, jaka skusiła jego uwagę, to wyjątkowy tumult, wydobywający się z "Prymusa". Kierowany lekką ciekawością, wspiął się po imitujących stopnie schodów dębowych belkach, zajrzał do środka, a do jego nosa doszły mieszanina różnorodnych zapachów. Jedzenia, alkoholu i palonego drewna w palenisku. A potem usłyszał nawoływania niewielkiego tłumu, zgromadzonego wokół czyjegoś stołu, dźwięk zderzającego się szkła o szkło i zrozumiał już o co chodzi. Tłum z chwili na chwilę robił się coraz to liczniejszy, gęstszy, a przez to salę wypełniał coraz to większy harmider. Naharys jednak nie był widowiska ciekawy. Jego uwagę natomiast zwróciła pewna dobrze mu zapamiętana wadera, która podobnie, co on, obserwowała widowisko z nieskazitelnie czystą obojętnością. Pierwsze, na czym się skupił, to były dobrze mu znane seledynowe oczy.